Witam po przerwie. Dzisiaj definitywnie kończę BTM. Zapraszam Was na mojego nowego bloga, gdzie
będę zamieszczała "Loving You" tu macie link
http://whoisit1.blogspot.com/?m=1
A teraz koniec gadania, zapraszam do czytania moich wypocin :D
****
Tego dnia wszystko miało toczyć się normalnym trybem. Jasmine wstając zauważyła mnóstwo paparazzi i dziennikarzy stojących przy drzwiach jej domu.
"Boże... Co On znowu odwalił?" Ostatnio wiele czytała o występkach Michaela. Miała już dosyć tego, że praktycznie codziennie ktoś ją wypytywał o ostatnie doniesienia w prasie, jakoby Michael był chory. Widząc osobę z aparatem starała się wszelkimi sposobami uciec.
Tym razem nie miała jak, więc musiała przedrzeć się przez tłum dziennikarzy.
-Jak się Pani odniesie do wiadomości na temat śmierci Pani ukochanego? To prawda?
Stanęła jak wryta. Michael nie żyje? Jeszcze wczoraj wieczorem z Nim rozmawiała. Zachowywał się nieswojo. Był taki jakiś cichy, przygaszony. Czyżby coś się stało?
- Zaraz zaraz... Jaka śmierć? Co się dzieje?!
Dziennikarz nie wiedział co powiedzieć. Przestępował z nogi na nogę grzebiąc przy mikrofonie. Po chwili jednak wykrztusił:
-To Pani nic nie wie? Michael Jackson nie żyje! Zmarł dzisiaj nad ranem.
"Nie... To nie może być prawda. Muszę do Niego zadzwonić."
-Przepraszam,ale śpieszę się do pracy! Dajcie mi przejść!
Po chwili uwolniła się i szła, prawie biegła do szpitala. Wszędzie widziała współczujące twarze ludzi. Wyjęła telefon i zaczęła dzwonić do Michaela. Nie odbierał, więc zaczęła płakać. W pewnej chwili przewróciła się prosto pod koła pędzącego auta.
****
-FRED! Ty debilu patrz jak chodzisz! Rozbiłeś mi moją ulubioną wazę!
-Nie moja wina! Gdybyś Ty jej tutaj nie postawił, to by się nie stłukła! Postawiłeś ją pod moimi nogami!
-Przepraszam,ale nie było innego miejsca...
-Co Ty dzisiaj nie w sosie? Od teraz jesteś wolny!
-Tęsknię za nią... Powinienem ją o tym poinformować...
Siedzieli w salonie. Michael tępo wpatrywał się w ekran telewizora. Fred tymczasem rozglądał się po nowym lokum swojego przyjaciela. Zawsze uważał, że Michael ma gust. cały dom był mały, ale utrzymany w dobrym stanie. Poszedł do sypialni, a Michael nadal siedział w salonie. Nagle zadzwonił telefon. Michael pędem zerwał się z kanapy. Dzwonił jego manager.
-Halo?
-...
-Ale jak to?! Co się stało?!
-...
-MIAŁEŚ JĄ CHRONIĆ! DBAĆ O NIĄ, KIEDY TO WSZYSTKO SIĘ STANIE! JESTEŚ ZWYKŁĄ, PODŁĄ ŚWINIĄ! TO TWOJA WINA!
-...
-ZWALNIAM CIĘ! Już nie jesteś moim pracownikiem!
-...
-Cześć!- z hukiem rzucił telefonem o stół.
Słysząc krzyki Mercury wrócił do pomieszczenia i zastał tam żałosny widok. Michael siedział skulony na sofie i płakał.
-Ona nie żyje! Miała wypadek! Nie żyje!!- wstał i zaczął walić dłońmi w meble. Chciał umrzeć i połączyć się z nią. Ból jego duszy rozrywał mu serce.
Fred tymczasem próbował powstrzymać Jacksona od niszczenia mebli, jednak Michael mimo złości i rozpaczy był zwinny, więc umykał Mercuremu. Jednak Fred w końcu Go złapał i zaczął Nim potrząsać jak lalką.
-Chłopie! Ogarnij się! Co się stało, to się nie odstanie! Widocznie tak musiało być!
Trzeba żyć dalej!
-Ja nie chcę żyć bez Niej!
- Jakoś sobie poradzisz! Kiepski jestem w pocieszaniu,ale jakoś to będzie.
Po chwili płacz ustał. Michael wstał i spojrzał na Freda. Mercury zauważył w oczach swojego przyjaciela ból, który pozostał na zawsze. Już nigdy nie był tym samym Królem Popu jak zwykle. Od tamtej pory jego oczy wyrażały smutek, nie był tym samym człowiekiem i taki pozostał do końca życia.
KONIEC! :D
będę zamieszczała "Loving You" tu macie link
http://whoisit1.blogspot.com/?m=1
A teraz koniec gadania, zapraszam do czytania moich wypocin :D
****
Tego dnia wszystko miało toczyć się normalnym trybem. Jasmine wstając zauważyła mnóstwo paparazzi i dziennikarzy stojących przy drzwiach jej domu.
"Boże... Co On znowu odwalił?" Ostatnio wiele czytała o występkach Michaela. Miała już dosyć tego, że praktycznie codziennie ktoś ją wypytywał o ostatnie doniesienia w prasie, jakoby Michael był chory. Widząc osobę z aparatem starała się wszelkimi sposobami uciec.
Tym razem nie miała jak, więc musiała przedrzeć się przez tłum dziennikarzy.
-Jak się Pani odniesie do wiadomości na temat śmierci Pani ukochanego? To prawda?
Stanęła jak wryta. Michael nie żyje? Jeszcze wczoraj wieczorem z Nim rozmawiała. Zachowywał się nieswojo. Był taki jakiś cichy, przygaszony. Czyżby coś się stało?
- Zaraz zaraz... Jaka śmierć? Co się dzieje?!
Dziennikarz nie wiedział co powiedzieć. Przestępował z nogi na nogę grzebiąc przy mikrofonie. Po chwili jednak wykrztusił:
-To Pani nic nie wie? Michael Jackson nie żyje! Zmarł dzisiaj nad ranem.
"Nie... To nie może być prawda. Muszę do Niego zadzwonić."
-Przepraszam,ale śpieszę się do pracy! Dajcie mi przejść!
Po chwili uwolniła się i szła, prawie biegła do szpitala. Wszędzie widziała współczujące twarze ludzi. Wyjęła telefon i zaczęła dzwonić do Michaela. Nie odbierał, więc zaczęła płakać. W pewnej chwili przewróciła się prosto pod koła pędzącego auta.
****
-FRED! Ty debilu patrz jak chodzisz! Rozbiłeś mi moją ulubioną wazę!
-Nie moja wina! Gdybyś Ty jej tutaj nie postawił, to by się nie stłukła! Postawiłeś ją pod moimi nogami!
-Przepraszam,ale nie było innego miejsca...
-Co Ty dzisiaj nie w sosie? Od teraz jesteś wolny!
-Tęsknię za nią... Powinienem ją o tym poinformować...
Siedzieli w salonie. Michael tępo wpatrywał się w ekran telewizora. Fred tymczasem rozglądał się po nowym lokum swojego przyjaciela. Zawsze uważał, że Michael ma gust. cały dom był mały, ale utrzymany w dobrym stanie. Poszedł do sypialni, a Michael nadal siedział w salonie. Nagle zadzwonił telefon. Michael pędem zerwał się z kanapy. Dzwonił jego manager.
-Halo?
-...
-Ale jak to?! Co się stało?!
-...
-MIAŁEŚ JĄ CHRONIĆ! DBAĆ O NIĄ, KIEDY TO WSZYSTKO SIĘ STANIE! JESTEŚ ZWYKŁĄ, PODŁĄ ŚWINIĄ! TO TWOJA WINA!
-...
-ZWALNIAM CIĘ! Już nie jesteś moim pracownikiem!
-...
-Cześć!- z hukiem rzucił telefonem o stół.
Słysząc krzyki Mercury wrócił do pomieszczenia i zastał tam żałosny widok. Michael siedział skulony na sofie i płakał.
-Ona nie żyje! Miała wypadek! Nie żyje!!- wstał i zaczął walić dłońmi w meble. Chciał umrzeć i połączyć się z nią. Ból jego duszy rozrywał mu serce.
Fred tymczasem próbował powstrzymać Jacksona od niszczenia mebli, jednak Michael mimo złości i rozpaczy był zwinny, więc umykał Mercuremu. Jednak Fred w końcu Go złapał i zaczął Nim potrząsać jak lalką.
-Chłopie! Ogarnij się! Co się stało, to się nie odstanie! Widocznie tak musiało być!
Trzeba żyć dalej!
-Ja nie chcę żyć bez Niej!
- Jakoś sobie poradzisz! Kiepski jestem w pocieszaniu,ale jakoś to będzie.
Po chwili płacz ustał. Michael wstał i spojrzał na Freda. Mercury zauważył w oczach swojego przyjaciela ból, który pozostał na zawsze. Już nigdy nie był tym samym Królem Popu jak zwykle. Od tamtej pory jego oczy wyrażały smutek, nie był tym samym człowiekiem i taki pozostał do końca życia.
KONIEC! :D


