wtorek, 30 grudnia 2014

Behind The Mask 16

Witam po przerwie. Dzisiaj definitywnie kończę BTM. Zapraszam Was na mojego nowego bloga, gdzie
będę zamieszczała "Loving You" tu macie link
http://whoisit1.blogspot.com/?m=1
A teraz koniec gadania, zapraszam do czytania moich wypocin :D


****

Tego dnia wszystko miało toczyć się normalnym trybem. Jasmine wstając zauważyła mnóstwo paparazzi i dziennikarzy stojących przy drzwiach jej domu.
"Boże... Co On znowu odwalił?" Ostatnio wiele czytała o występkach Michaela. Miała już dosyć tego, że praktycznie codziennie ktoś ją wypytywał o  ostatnie doniesienia w prasie, jakoby Michael był chory. Widząc osobę z aparatem starała się wszelkimi sposobami uciec.
Tym razem nie miała jak, więc musiała przedrzeć się przez tłum dziennikarzy.
-Jak się Pani odniesie do wiadomości na temat śmierci Pani ukochanego? To prawda?
Stanęła jak wryta. Michael nie żyje? Jeszcze wczoraj wieczorem z Nim rozmawiała.  Zachowywał się nieswojo. Był taki jakiś cichy, przygaszony. Czyżby coś się stało?
- Zaraz zaraz... Jaka śmierć? Co się dzieje?!
Dziennikarz nie wiedział co powiedzieć. Przestępował z nogi na nogę grzebiąc przy mikrofonie. Po chwili jednak wykrztusił:
-To Pani nic nie wie? Michael Jackson nie żyje! Zmarł dzisiaj nad ranem.
"Nie... To nie może być prawda. Muszę do Niego zadzwonić."
-Przepraszam,ale śpieszę się do pracy! Dajcie mi przejść!
Po chwili uwolniła się i szła, prawie biegła do szpitala. Wszędzie widziała współczujące twarze ludzi. Wyjęła telefon i zaczęła dzwonić do Michaela. Nie odbierał, więc zaczęła płakać. W pewnej chwili przewróciła się prosto pod koła pędzącego auta.

****
-FRED! Ty debilu patrz jak chodzisz! Rozbiłeś mi moją ulubioną wazę!
-Nie moja wina! Gdybyś Ty jej tutaj nie postawił, to by się nie stłukła! Postawiłeś ją pod moimi nogami!
-Przepraszam,ale nie było innego miejsca...
-Co Ty dzisiaj nie w sosie? Od teraz jesteś wolny!
-Tęsknię za nią... Powinienem ją o tym poinformować...
Siedzieli w salonie. Michael tępo wpatrywał się w ekran telewizora. Fred tymczasem rozglądał się po nowym lokum swojego przyjaciela. Zawsze uważał, że Michael ma gust. cały dom był mały, ale utrzymany w dobrym stanie. Poszedł do sypialni, a Michael nadal siedział w salonie. Nagle zadzwonił telefon. Michael pędem zerwał się z kanapy. Dzwonił jego manager.
-Halo?
-...
-Ale jak to?! Co się stało?!
-...
-MIAŁEŚ JĄ CHRONIĆ! DBAĆ O NIĄ, KIEDY TO WSZYSTKO SIĘ STANIE! JESTEŚ ZWYKŁĄ, PODŁĄ ŚWINIĄ! TO TWOJA WINA!
-...
-ZWALNIAM CIĘ! Już nie jesteś moim pracownikiem!
-...
-Cześć!- z hukiem rzucił telefonem o stół.
Słysząc krzyki Mercury wrócił do pomieszczenia i zastał tam żałosny widok. Michael siedział skulony na sofie i płakał.
-Ona nie żyje! Miała wypadek! Nie żyje!!- wstał i zaczął walić dłońmi w meble. Chciał umrzeć i połączyć się z nią. Ból jego duszy rozrywał mu serce.
Fred tymczasem próbował powstrzymać Jacksona od niszczenia mebli, jednak Michael mimo złości i rozpaczy był zwinny, więc umykał Mercuremu. Jednak Fred w końcu Go złapał i zaczął Nim potrząsać jak lalką.
-Chłopie! Ogarnij się! Co się stało, to się nie odstanie! Widocznie tak musiało być!
Trzeba żyć dalej!
-Ja nie chcę żyć bez Niej!
- Jakoś sobie poradzisz! Kiepski jestem w pocieszaniu,ale jakoś to będzie.
Po chwili płacz ustał. Michael wstał i spojrzał na Freda. Mercury zauważył w oczach swojego przyjaciela ból, który pozostał na zawsze. Już nigdy nie był tym samym Królem Popu jak zwykle. Od tamtej pory jego oczy wyrażały smutek, nie był tym samym człowiekiem i taki pozostał do końca życia.

KONIEC! :D

piątek, 5 grudnia 2014

Loving You 1

Chcę dodać, że to opowiadanie będzie zawierało też HOTY! :D
Znowu był oceniany. Nikt go nie rozumiał. Wracał z trasy koncertowej. Mimo środka dnia był zmęczony i marzył tylko o ciepłym łóżku.
Zastanawiał się nad tym, jak ludzie wierzą w to, co mówią w telewizji, że "się wybielał", "miał kilkanaście operacji."
Zadawał sobie pytanie: "Dlaczego ja?"
Wspominał swoje dzieciństwo. Po tym co przeszedł, przyrzekł, że nigdy nie zafunduje czegoś takiego swoim dzieciom. Nie czuł żalu do swojego ojca, za to, przez co musiał przejść. Wiele osób uważało,że źle robi, wybaczając mu.
Z tych rozmyślań wyrwał go krzyk fanek. Nie zauważył, że te już waliły w szyby.
- Szefie? Co robimy?- zapytał jego szofer i przyjaciel Antonio. Michael w pracy wolał utrzymywać z nim zawodowe stosunki.
-Ech... Zatrzymaj się. Ile ich jest?-rzekł zrezygnowanym tonem.
"Nici ze spokojnego powrotu do domu, ale w sumie to powinienem się tego spodziewać..."-przemknęło mu przez myśl.
- Niech szef sam zobaczy.-powiedział lekko przerażony Antonio.
Michael wychylił głowę przez szyberdach. Cała ulica była zapełniona ludźmi.Wszyscy śpiewali "Heal The World." Poczuł ciepło w sercu. Uśmiechnął się i jak miał w swoim zwyczaju pokazał znak pokoju. Oszaleli na widok swojego idola. Próbowali za wszelką cenę dostać się do Niego, ale ochroniarze, którzy jechali tuż za nim, już stali wokoło auta.
 Nagle piosenka ucichła. Wszyscy oczekiwali na słowa Króla Pop-u.
-Ja też Was kocham!-mówiąc to wspiął się na dach samochodu.
-Wariat-prychnął szofer.-I jak tu dbać o jego bezpieczeństwo?
Tymczasem Michael ześlizgnął się po masce auta i doszedł do ochrony. Gdy jego fani to zauważyli hurtem rzucili się w jedną stronę. Byli nieco brutalnie odpychani, podczas gdy On rozdawał autografy.


****

Siedziała w ławce ze swoją przyjaciółką na lekcji historii. Od zawsze nienawidziła tego przedmiotu. Był zbyt nudny, a jej oceny niezbyt zadowalały ojca.
Mimo sławy swojego taty starała się być normalną nastolatką. Nie obnosiła się ze swoim nazwiskiem. Ludzie traktowali ją z szacunkiem, aczkolwiek zdarzały się osoby, które wytykały ją palcami, mówiąc brednie o jej życiu. Nie przejmowała się tym. Musiała to wszystko znieść. Wiedziała,że zawsze może liczyć na swojego tatę.
Dzisiaj była szczęśliwa, bo jej tata wracał z trasy. Zawsze kiedy wyjeżdżał, to pozostawała pod opieką Leny. Wiedziała,że Elena jest zakochana w Michaelu. Widziała, jak patrzy się na Niego. Nigdy jej nie lubiła. Uważała ją za niegodną, złą osobę, która tylko czyha na czyjeś pieniądze.
Dziś miała poznać nowego ucznia. Ktoś cicho zapukał do drzwi. Po chwili do sali wszedł pewien brunet. Był ubrany na czarno, na nogach miał glany. Podszedł do biurka nauczyciela i stanął obok niego.
-Proszę państwa! Oto nasz nowy uczeń! Będzie z Wami chodził do klasy. Przedstaw się.-nauczycielka zwróciła się do nowo przybyłego chłopaka.
-Jestem Max-rzekł nieśmiało.- Mam 16 lat. Nienawidzę, jak ktoś mówi do mnie per "Joe" lub "Jo."
Wszyscy zaczęli się śmiać. Max lekko się zawstydził,ale nie dawał po sobie tego poznać.
-No dobrze. Teraz zajmij wolne miejsce. Usiądź za panną Jackson.
Posłusznie udał się na miejsce wskazane na nauczyciela. Jednak przechodząc koło ławki Paris spojrzał na nią. Widziała w jego oczach pewien chłód i zimno. Tak jakby nigdy nikogo nie lubił...
 Po lekcji dziewczyna udała się na próbę zespołu. Od jakiegoś czasu miała własną grupę taneczną. Poświęciła jej całe swoje  serce i duszę. Wraz z Jane wymyślały nowy układ. Jane usilnie próbowała ją przekonać, aby zatańczyły do piosenki Michaela. Paris była jednak nieugięta i obstawała przy swoim. Będąc na sali puściła muzykę i zaczęła tańczyć.

****

Wciągnęła nosem powietrze. Wreszcie była wolna. Nie była już Amirą Decall, kiedy znalazła się na lotnisku w kalifornii była już Katheriną LaVu.
Uciekała przed przeszłością. Tam skąd pochodziła kobiety w jej wieku miały już mężów i kilka lub kilkanaścioro dzieci. Nie miała żadnych perspektyw na rozwijanie swojego hobby, jakim był modeling.  Tam ciągle musiała nosić burkę, która uniemożliwiła jej ruchy. W dodatku rodzina siłą próbowała wydać ją za mąż.
W ucieczce pomógł jej pewien algierczyk- Ali, którego poznała poprzez swoją siostrę.
Po wyjściu z lotniska udała się do apartamentu Alego w którym mogła spędzić tylko kilka tygodni.


Wieczór tego samego dnia.

Siedziała w wielkim salonie. W ręku trzymała lampkę wina. Ali siedział na kanapie.
-I co ja mam zrobić? Rodzice napewno mnie szukają!
-Tutaj nic Ci nie grozi! Masz nową tożsamość. Mam prawników, którzy Ci pomogą. Znajdę Ci pracę w firmie i zaczniesz normalne życie jako Kate. Znam paru ludzi,którzy pracują tu i ówdzie... Wszystko będzie dobrze.
-Mam taką nadzieję. Dziękuję Ci za to, że mi pomogłeś. Jutro zacznę szukać lokum i pracy w internecie.  Może coś znajdę, a teraz idę spać!-mówiąc to wstała i udała się do swojej sypialni.

środa, 3 grudnia 2014

Wracam! :D

Witajcie po przerwie! :D
Zaczęłam pisać nowe opowiadanie, co nie znaczy, że Behind The Mask tak zostawię. Dokończę, ale narazie nie mam weny, na to opowiadanko.
Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić bohaterów nowego opowiadania pt: "Loving You."

1 Michael Jackson- Tego Pana już znacie :D W moim opowiadaniu ma 40 lat.
2. Katherine LaVu- młodziutka 23 letnia modelka, które uciekła z Afganistanu, przed rodziną.
Paris Jackson- ma 16 lat, mieszka razem z ojcem. Pewnego dnia poznaje przystojnego ucznia...
 
 Elena "Lena" Star- pokojówka Michaela, która jest ślepo zakochana w swoim szefie.

Antonio "Anti"- szofer i przyjaciel Michaela. 

Max Joe- nowy uczeń w klasie Paris. Jest tajemniczy...

Jane Kox- Przyjaciółka Paris, jest fanką Michaela, lekko zazdrosna. 

Niedługo next powinien  się pojawić. :D 

poniedziałek, 3 listopada 2014

Kochani!

Ja wiem,że mnie zabijecie,ale muszę Was poinformować,że nie wiem,czy w tym miesiącu cokolwiek napiszę. Brak czasu i nauka... Wena jest. Na pewno wrócę,ale nie wiem kiedy. To do napisania! :)

czwartek, 23 października 2014

Behind the mask 15


 Tą część chcę dedykować osobie, która nie żyje, ale na zawsze jest w moim i w Waszych sercach. Jego muzyka pozostanie z nami na wieki. To dla samego Michaela Jacksona! :)
Dziękuję za to,że nauczyłeś jak kochać świat, mimo tego jak bardzo Nas rani. Dziękuję za to, że nauczyłeś jak kochać ludzi, mimo ich zachowań.
Dziękuję za to, że pomogłeś mi wyplątać się z sideł czarnych myśli.
 Twoja muzyka pomogła mi  przetrwać najgorszy okres w życiu.
 Za to dziękuję.
 To my Cię zniszczyliśmy.
Przepraszam.
Przepraszam za nas wszystkich.

Don't love to much,
Don't hope too much,
Don't trust too much,
Because 
That too much can hurt You so much!!

****
Następnego dnia.
-...
-CO??! Miałeś to zrobić wczoraj! Mamy mało czasu! Jak przyjadę, to wszystko ma być gotowe!
-...
-Ok... Jestem spokojny...
-...
-Tak pamiętam o tym,ale nie mam zamiaru jej o tym informować...
-...
-Tak, wiem! Mam nadzieję, że ułoży sobie życie z kimś innym.
-...
- Narazie! Pamiętaj!
Był zły. Nic nie szło po jego myśli. Do pokoju weszła Jasmine, która wracała z zakupów. Od razu zauważyła,że coś nie gra, więc usiadła przy Michaelu.
- Co się dzieje?
-Nic...
-Przecież widzę. Mnie nie oszukasz!
-Nic... Po prostu...
-Po prostu co?
- Ech... Chodźmy się pakować.-mówiąc to wstał i zaczął układać swoje rzeczy w walizce.
Po kilkunastu minutach oboje spakowani czekali na taksówkę.
-Powiesz mi wreszcie co się dzieje?!- nie
wytrzymała. Wracając ze sklepu usłyszała urywek rozmowy, a raczej kłótni. Nie była w stanie zrozumieć o co chodzi. Co ma być gotowe? Na kogo on krzyczał?
Myślami Michaela.
" Muszę kłamać! Jak powiem prawdę, to się załamie. Ja to wszystko wytrzymam, ale Ona? Za kilka miesięcy będę wolny i Ona też. Przez ten czas muszę się psychicznie przygotować na to, co ma nastąpić."
-Jeśli już musisz wiedzieć to... Tęsknię za domem...
- A ta sprzeczka?
- To moja normalna rozmowa z Johnem. Ostatnio dosyć często się kłócimy.-rzekł i uśmiechnął się lekko.


****

W aucie nie rozmawiali zbyt dużo. Każde z nich było pogrążone w swoich myślach.
"Co ja mam zrobić z Pamelą? Może Fred pomoże?
Już za kilka godzin będę w domu, odpocznę..."
"Hmm... Wydaje mi się, że nie powiedział mi całej prawdy. O ile w ogóle mi ją powiedział."

Wjeżdżając na lotnisko zauważyli kilkaset fanek. Michael na wszelkie sposoby chciał je ominąć, te jednak okrążyły taksówkę ze wszystkich stron. Chcąc nie chcąc musiał wyjść.

"I znowu rozdawanie autografów ludziom, którzy myślą, że skoro jestem gwiazdą, to mam SUPER życie... No cóż... Znowu muszę przylepić uśmiech i wyjść."
Jak pomyślał, tak zrobił. Po kilku autografach miał już dosyć. Zadzwonił więc po pomoc. Po minucie pojawili się ochroniarze z lotniska i pomogli mu dostać się bezpiecznie do samochodu.
-I co? Mnie też coś takiego czeka?- ze śmiechem rzekła Jasmine.
-Jak będziesz sławna jak ja to tak. Tu nie ma nic śmiesznego. W takich momentach człowiek boi się o własne życie. Wiele razy miałem złamaną nogę, czy rękę przez fanów...
-Jak to?
- Podczas koncertów niektórzy z widowni wchodzą nieproszeni na scenę i wtedy rzucają się na Ciebie,a Ty upadasz i łamiesz sobie kości.
Kiedy wreszcie dotarli do swoich domów był już późny wieczór. Mimo tego Mike chciał jeszcze załatwić jedną sprawę.
Zadzwonił do Freda.
-Siema stary!
-Cześć Fred! Mam do Ciebie sprawę...
-Wal.
- Chcę,żebyś pomógł mi rozmówić się z Pamelą.
- Ok... A jak Jasmine?
-Właśnie wróciła do siebie do domu. Ech jeszcze 2-3 miesiące i będzie wolna. Ja też.
- O czym Ty...
-Pamiętasz, jak mówiłem Ci na początku naszej przyjaźni o tym, jak męczą mnie ludzie?
-Tak. Niektórzy nawet stali pod Twoim domem, dopóki się nie przeniosłeś...
- Właśnie. Postanowiłem to zakończyć.
-Ale jak?
-Mam plan. Chcę abyś mi pomógł w jego realizacji.
-Dobra. To co mam zrobić?
-Chodzi o to, abyś pomógł to wszystko przetrwać Jasmine.
-Nie wie o tym?
-Nie i ma nie wiedzieć!
-Ok.
-To co? Widzimy się jutro?
-Tak. Narazie!
-Cześć.

sobota, 11 października 2014

Why You Wanna Trip On Me?

Céline? Where are You? :D It's for You! :D

Powiem szczerze- pisząc tą historię wylałam niemało łez. :)

****




"Dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotyka? Oskarżenia,wyzwiska... Zawsze ja jestem tym złym! W czym problem? W tym,że ludzie nie znają mnie,a oceniają.Widzą tylko to,co chcą widzieć.

Tak trudno jest kochać wszystkich. Ludzie chcą na mnie zarobić. Zabijają mnie powoli. Zabijają moją duszę, ranią moje serce.
Jestem oskarżony o coś,czego nigdy NIGDY nie zrobiłem i nie zrobię! Ale kto mi uwierzy? Wszyscy odwrócili się ode mnie w tym momencie,kiedy ich najbardziej potrzebowałem. 
Za co ludzie mnie tak nienawidzą? Co ja im zrobiłem?"

 Przerwał pisanie pamiętnika, ponieważ usłyszał głos swojego ochroniarza.
-Mike już czas!
"Już czas na kolejną męczarnię w sądzie! Za co? Za nic! Jestem niewinny!"
Ubierając się w pośpiechu zapomniał o pamiętniku i zostawił go otwartego na biurku w sypialni.
W drodze do sądu rozmyślał nad tym,kto mógł mu coś takiego zrobić. Myślał też o Niej.
"Kolejny rozwód? Pewnie już złożyła papiery rozwodowe... Tak ją kocham! To pokazało,jakim Ona darzy mnie uczuciem! Nie... Nie mogę być teraz zdenerwowany! Nie mogę rozkleić się w tym momencie!" Jednak łzy same cisnęły się do jego oczu.  Po kilku minutach dotarł na miejsce.

****

Siedziała w kuchni. W oddali grał telewizor. Nasłuchiwała rozpoczęcia rozprawy jej męża.
"Jak on mógł? Te biedne dzieci! A ja mu uwierzyłam!"
Dzisiaj miała zabrać z Neverlandu swoje rzeczy i na zawsze opuścić to miejsce. Postanowiła na dobre odejść od Michaela.  Nie mogła być z nim,po tym,co zrobił.  Nadal go kochała,ale miała już tego wszystkiego dosyć.
Będąc na miejscu zaczęła zbierać swoje rzeczy. Wchodząc do sypialni zauważyła otwarty pamiętnik. Wzięła go i zaczęła czytać. Z każdą czytaną linijką czuła zmianę w swoim sercu.
"Każdy się od Niego odsunął... Nie powinnam była go zostawiać! Teraz wiem,że jest niewinny! Muszę mu wszystko wytłumaczyć."

****

"Kolejne przełożenie rozprawy! Ile to będzie jeszcze trwać? Proszę powiedzcie,że to sen,z którego zaraz się obudzę!"
Wychodząc z sądu zauważył małego chłopczyka siedzącego na ławce. Miał około 6-7 lat. Był sam. Płakał,ale ludzie przechodzący obok niego traktowali go jak powietrze. Nie zauważali Go.

Michael mimo protestów ochrony dosiadł się do chłopca. oderwał jego rączki od twarzyczki i zauważył strużki łez.
-Hej. Jak masz na imię?
-Ali. A Pan?
-Michael,ale mów mi Mike dobrze?
-Ok.
-Opowiesz mi czemu płaczesz? Gdzie są Twoi rodzice?
-Ja już nie mam rodziców... Nie ma ich... Wszyscy mówią,że to moja wina! Ja tego nie chciałem! Nic nie zrobiłem!- z każdym wypowiadanym słowem Ali płakał coraz głośniej. Michael nie mogąc patrzeć na cierpienie malca przytulił go i zaczął uciszać.
-Cii... Wszystko będzie dobrze! Nie płacz już!
Po chwili chłopiec się nieco uspokoił.
-Uciekłem z domu dziecka. Szukam nowego taty i mamy! Chcę,żebyś to Ty był moim nowym tatą!
-Jaa?
-Tak! Ty!-malec spojrzał w oczy swojego rozmówcy.
Jackson widział w oczach Alego bezgraniczne zaufanie. Wiedział,że nie może zostawić chłopca samego.
-Zabierz mnie do siebie!
-Narazie musisz jechać do swojego domu. Nie mogę zabrać Ciebie tak od razu, a uwierz chciałbym. To nie jest takie proste jak myślisz.
-Proste! Wystarczy,że wsiądziemy do auta i już!-rzekł poważnym tonem Ali.
Michael zaczął się śmiać.
-To nie jest śmieszne! To jest łatwe!
-Zostaniesz kilka dni u siebie,a później Cię zabiorę.
-Obiecujesz?
-Obiecuję! A teraz chodź!

****

Diana od kilkunastu minut nie mogła usiedzieć na miejscu. Ciągle zastanawiała się co powie. Udała się do salonu i tam postanowiła zaczekać.
Po 30 minutach usłyszała kroki w korytarzu. Miała nadzieję,że ją zauważy. Jej mąż udał się jednak do kuchni, gdzie miał nadzieję w spokoju zjeść obiad.
Kiedy wszedł do pomieszczenia zauważył, że jego kucharka  uśmiecha się tajemniczo.
-Co się stało, że się śmiejesz?
-Ktoś czeka na Pana. Jest chyba w salonie.
Lekko poddenerwowany udał się w stronę tego pomieszczenia. Gdy zobaczył czarne,długie włosy, jego serce zaczęło szybciej bić. Podszedł do niej i z niedowierzaniem spojrzał na nią.
- Musimy porozmawiać.-mówiąc to wstała.
-Mamy o czym? Zostawiłaś mnie!
-Pozwól mi to wszystko wytłumaczyć!
-Wytłumaczyć? Co? To,że...- nie zdążył dokończyć,ponieważ Diana wpiła się w jego usta. Nie chciał tego przerywać,więc tylko się do niej przybliżył.
-Przepraszam za wszystko. Przepraszam! Wybaczysz mi?- powiedziała po chwili. Nie musiał odpowiadać. Widziała w jego oczach,że jej przebaczył.

piątek, 3 października 2014

Behind the mask 14

Kwasek? It's just for you! :D


Następnego dnia rano.

Michael Jackson ma dziewczynę!
Jak donoszą nasze źródła, osoba,z którą występował na wczorajszym koncercie JEST JEGO DZIEWCZYNĄ! Co na to jego fanki?

Odłożył gazetę na blat stołu. Zastanawiał się co powinien w tej sytuacji zrobić. Wiedział, że ucieczka będzie nieunikniona. Miał dosyć ciekawskich spojrzeń ludzi. Oni nie wiedzieli co to oznacza nie mieć życia. Wszyscy mieli normalne rodziny. Nie wiedzieli, jak to jest być oskarżonym o coś, czego się nie zrobiło.
Chciał skończyć z tym wszystkim. Ale jak? Zostawić nagle fanów
i uciec? Musiał z kimś tą sprawę przedyskutować. Zadzwonił więc do Freda.
-Hej. Masz czas? Musimy porozmawiać.
-...
-Pamiętasz jak dawno mówiłem Ci o moich planach dotyczących mojej kariery?
-...
-Pora je zmienić.
-...
-Nie, nie! Chcę uciec!
-...
-Nie myślę o realnej śmierci! Chcę...
-...
-TAK WIEM! Chcę tylko...
-...
-Hmmm... Tylko jak ja mam to powiedzieć Jasmine?
-...
-Ok. Narazie!
Rozmowa z nim jednak nie przyniosła takiego rezultatu, jakiego oczekiwał.
Postanowił wyjść na dwór. Pogoda mimo letniej pory roku była wietrzna.
Chciał być sam. Przemyśleć to wszystko. Nagle usłyszał dźwięk migawki. Odwrócił się w tym kierunku i zobaczył ukrytego w krzakach fotoreportera.
-I po co Ci to? Na kolejny artykuł? Widzę Cię, więc nie musisz się ukrywać!
Cisza. Podszedł do mężczyzny i wyciągnął z jego dłoni aparat. Reporter jednocześnie wyszedł z ukrycia.
- Po co Ci te zdjęcia?!-gdyby mógł,to roztrzaskałby ten aparat na male części.- I co Wy będziecie z tego mieli?!
-Kolejny numer z wiadomościami.-odrzekł spokojnie mężczyzna.
-Wiadomościami?! Chodząc za mną i robiąc zdjęcia niszczysz mi życie! Staram się żyć normalnie! Oddzielić karierę od spraw prywatnych, ale przez ludzi takich jak Ty jest to niemożliwe!
-Muszę z czegoś żyć! Mam rodzinę...-w połowie zdania przerwał, ponieważ Michael był już tak zły,że stwierdził,że lepiej go nie drażnić.
-Wyobraź sobie,że JA TEŻ chcę mieć rodzinę!
Raz po raz usuwał zdjęcia. Kiedy skończył szybkim ruchem oddał aparat i bez słowa udał się w stronę parku.

"Odczepcie się ode mnie! Kiedy mi dacie spokój? Mam dosyć! DOSYĆ!"

 *****

Wchodząc do pokoju zauważył płaczącą Jasmine.
-Co się stało? Czemu płaczesz?-przysiadł się do niej i objął ramieniem.
Nie chciała mu nic powiedzieć, więc postanowił,że nie będzie naciskał.
Po kilku minutach łkania odezwała się.
-Dostałam... To...-mówiąc to podała Michaelowi kartkę. Spojrzał na nią i zaniemówił. Przez kilka minut czytał to,co było tam napisane.

       "Pamiętaj! On zawsze był i będzie MÓJ! Jeżeli go nie zostawisz, to możesz pożegnać się ze swoim życiem!"
Wziął kartkę i schował ją do kieszeni.
-Nie martw się. Wiem kto to napisał. Już ja to załatwię.-mimo swojego spokojnego tonu głosu w środku krzyczał. Dzisiaj nikt go nie oszczędzał. Z wytęsknieniem oczekiwał dnia, w którym to wszystko się skończy, kiedy w końcu będzie mógł zasnąć spokojnie.
Wykonał telefon do Johna. Nie chciał,aby jego ukochana usłyszała rozmowę, więc wyszedł na korytarz.
-Możemy się spotkać tutaj w  hotelu "Classic"?
-...
-Ok. Będę czekał w barze.

*****

-I co masz zamiar zrobić?-oboje usiedli jak najdalej,aby nikt nie podsłuchał ich rozmowy. Bar był dosyć obszerny i o tej porze prawie pusty. W lokalu znajdowali się tylko oni i barmanka, więc mogli na spokojnie porozmawiać.
- Myślałem nad tym,aby "umrzeć."
-Nie żartuj!- John był zaskoczony. Wiedział, że jego pracodawca był trochę dziwny,ale żeby tak od razu targać się na swoje życie?
-Nie rozumiesz mnie. chcę udać swoją śmierć. Mam dosyć ludzi, oskarżeń...
John odetchnął z ulgą.
-A co z Jasmine?
-Nie chcę jej narazie o tym informować,tym bardziej to tym,co otrzymała dzisiaj rano. Popatrz.-podał mu "list."- Ja wiem kto to napisał i chcę,abyś pomógł mi załatwić tą sprawę.
-Ok. To kto to mógł zrobić?Jakaś fanka?
-Nie... Znasz  Pamelę? Tą o której Ci kiedyś mówiłem.
-A tak! To ona!?
-Tak! Pomożesz mi?
-Dobrze. Jutro pomyślę nad rozwiązaniem tej sprawy.

piątek, 26 września 2014

Behind the mask 13

-Będziesz tam?
-...
-To czekaj pod sceną około 12.00 My będziemy za dwie godziny lecieć.
-...
-Tak! Chcę z niej zażartować. Ubierz się tak samo jak ja...
-...
-Masz ten strój? To super!
-...
-Dobra to widzimy się pod sceną! Narazie!

****
Lotnisko. Godzina 23.00
-Masz wszystko?-mówiąc to Michael pomógł ukochanej wyjąć bagaże z taksówki.
-Tak. To tylko jeden koncert.-rzekła i zapłaciła za kurs.
-Nigdy nic nie wiadomo.-uśmiechnął się tajemniczo.
Ruszyli w stronę prywatnego samolotu.
-Będzie tam Fred?
-Nie... A czemu pytasz?
-Chciałabym go bliżej poznać. Jest taki nieśmiały...
-Jesteśmy z nim umówieni. Zapomniałaś?

Podczas lotu do Denver mało ze sobą rozmawiali, ponieważ każde z nich było pogrążone w swoich myślach.
"Ciekawe, którego wybierze... A może się zdenerwuje? Nie sądzę... Nie jest taka!
Może już czas powiedzieć jej o moim planie? A jak mnie zostawi?"

"Hmm... Ciekawe,jak będzie wyglądało moje życie u jego boku? Jego fanki nie dadzą mi spokoju... "

02.00 Lotnisko w Denver.
-O której masz ten koncert?-zapytała Jasmine udając się w stronę czarnego auta.
-Mamy kochanie! Mamy! O 20.00 także mamy cały dzień na próby!-mówiąc to spojrzał się na nią  z lekko uniesioną brwią.
-Ale jak to "próby?"
-Musimy poćwiczyć  układ i piosenkę.- otworzył drzwi samochodu i wpuścił kobietę.
-Tak się zastanawiam, czy wystąpić...
-No nie!- rzekł z udawaną złością.- Przecież obiecałaś!
-No wiem... Ale...
-Nie ma żadnego "ale!" Wystąpisz i tyle!
-Nie!
-Tak!
-Nie!!-ledwo mogła powstrzymać atak śmiechu.
Przekomarzali się tak całą drogę do hotelu.
Będąc w pokoju, od razu rzucili się w stronę łazienki.
-Pierwsza!-rzekła wbiegając do toalety.
-Nieprawda! Przepuściłem Ciebie,bo jesteś kobietą!-udawał obrażone dziecko.
-Ok... Wierzę... A teraz z łaski swojej wyjdź, bo chcę się odświeżyć!-odpychała lekko Michaela w stronę drzwi.
Wyszła z łazienki po kilkunastu minutach ubrana w koszulę nocną sięgającą jej przed kolano. Zauważyła, że Mike śpi na łóżku w ciuchach. Nie miała serca go budzić, więc przykryła go kocem i położyła się obok niego.

Rano.

W całym pokoju unosił się zapach kawy. Jasmine spała,więc Mike położył tacę ze śniadaniem na stoliku nocnym i zaczął budzić kobietę.
-Pora wstawać! Wstajeemy!-usłyszała jego głos tuż przy swoim uchu.
-Daj mi jeszcze pięć minut!
-Ok. Masz jeszcze PIĘĆ minut!
-Taa... Idź już idź!- odwróciła się na bok.

Po kilku minutach wziął wiaderko z łazienki i wlał lodowatej wody. Stanął przy łóżku i wylał całą zawartość na głowę dziewczyny.
-PRZESTAŃ! Co Ty wyprawiasz?!- natychmiast wstała.
-5 minut minęło! Wstawaj!-był rozbawiony całą sytuacją.
-A Ciebie co tak śmieszy?
-Ty!
Nieco obrażona udała się do łazienki.
-Pośpiesz się! Zaraz musimy jechać!-krzyknął w stronę zamykających się drzwi.

30 minut później.
 Oboje siedzieli w aucie. Jasmine wybaczyła mu poranny żart,ale nadal udawała obrażoną.
Mike starał się wszelkimi sposobami ją przeprosić, ale jej świetna gra aktorska dawała mu odczucie, że obraziła się nie na żarty.
Po kilku minutach dotarli na miejsce. Udali się w stronę garderoby.
Nagle ktoś zadzwonił do Jacksona i ten został w tyle. Chwilę później dogonił dziewczynę.
- Wiesz co? Ja jeszcze muszę coś załatwić. Idź sama do garderoby. Ja zaraz przyjdę. Są to pierwsze drzwi na lewo!-powiedział to i udał się pod scenę, gdzie czekał na niego Sergio.

Kilkanaście minut później.

Kobieta usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Odwróciła się i zauważyła Michaela a za nim... Jeszcze jednego Michaela.

"Czy Ja mam zwidy? Dwóch Mike'ów?"

Stanęli obok siebie i równocześnie powiedzieli:
-Który z nas jest prawdziwy?
 Podeszła do nich bliżej.
Prawdziwy Michael nie mógł wytrzymać ze śmiechu.
-Wiedziałam, że to Ty!-stanęła naprzeciwko niego.
-Twoja mina,jak nas oglądałaś-bezcenna.
-No co? Jesteście do siebie podobni!-zwróciła się w stronę Cortésa-a Ty kim jesteś?
-Jestem Sergio. Czasem pomagam mu, kiedy nie chce występować. Nikt nie zauważa, że to ja.
-Dlaczego to zrobiłeś co?-odwróciła się do ukochanego.
-Chciałem sprawdzić,jak się zachowasz-spojrzał na zegarek-Chodźmy na próbę.


piątek, 19 września 2014

Leave Me Alone.

Neverland. 24 czerwca 2009. Godzina 23.00

Michael krążył po swoim pokoju. Wiedział,że jutro rano będzie już martwy. Musiał tak postąpić. Miał dosyć tego,że inni przesadnie ingerowali w jego życie.
W domu była również nauczycielka jego dzieci- Amy, w której skrycie się podkochiwał. Była to piękna, średniego wzrostu rudowłosa kobieta o zielonych oczach. Miała na imię Amy.
Usiadł przy biurku i zaczął pisać swoją ostatnią stronę w życiu.
 "Przepraszam Was moi kochani, ale muszę to zrobić. Później zrozumiecie dlaczego tak postąpiłem. 
                 Przepraszam!"
Postanowił jeszcze napisać napisać króciutki list do ukochanej.
  "Droga Amy!
Nie wiem,czy wiesz,ale zakochałem się w Tobie od pierwszego wejrzenia. 
Nigdy nie kochałem żadnej z moich trzech żon tak mocno, jak kocham Ciebie.

         Pamiętaj o mnie!
        Twój Michael!"

 Odłożył pióro i udał się na ostatnie zwiedzanie swojej posiadłości.

****
Tymczasem Amy siedziała w pokoju maluchów. Tej nocy nie mogła zasnąć.  Czuła,że zdarzy się coś złego.
Od dawna czuła coś do Jacksona, ale bała się tego uczucia. Nie chciała, aby ktoś ją ponownie zranił.  Postanowiła się przewietrzyć. Ubrana w fioletowy szlafrok i białe pantofle wyszła na werandę.
Stojąc i patrząc w dal zauważyła pewną białą postać idącą w stronę parku. W jej chodzie było coś specyficznego. Dogoniła ją i złapała za dłoń.
-Nie jest Panu zimno? Co Pan robi o tak późnej porze sam?
-Chciałem po prostu ostatni raz popatrzeć na to wszystko.
-Ale jak to ostatni raz?-stanęła naprzeciwko niego zagradzając mu drogę dalszej wycieczki.
-Mam zamiar wyjechać... Na zawsze... Dzisiaj w nocy...-mówił to uciekając wzrokiem. Nie mógł kłamać patrząc w jej piękne zielone oczy.
-A co z dziećmi?
-Zajmą się nimi moi rodzice. U nich niczego im nie zabraknie.
-I tu się mylisz! Zabraknie im Ciebie i mnie...
-Nie możesz odejść! Potrzebują kogoś, kto pomoże przetrwać im ten trudny moment!

Tak rozmawiając doszli do domu. W pewnym momencie spojrzeli sobie w oczy  i pod wpływem impulsu pocałowali się.
-Pamiętaj o mnie.-mówiąc to poszedł do swojego pokoju.
Kobieta stała przez jakiś czas w bezruchu Nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Miała wrażenie,że nigdy już tego nie zrobi,a na pewno nie z Michaelem.
" O co mu chodziło? Pamiętaj o mnie? Czyżby serio chciał wyjechać? Odniosłam wrażenie,że chce uciec. Uciec na wieki..."
Udała się pod drzwi jego sypialni. Przystanęła,ponieważ usłyszała szloch.
Płakał. Płakał nad swoim życiem. Płakał, ponieważ bał się o swoje dzieci, o jego najbliższych.
Czuł się źle z tym, co musiał zrobić, ale wiedział, że to jedyne dobre wyjście z tej sytuacji.
Nagle poczuł jak jego ukochana obejmuje go ramieniem. W przypływie odwagi wyszeptał- Kocham Cię, ale muszę się zabić.
-Nic nie musisz! Wszystko będzie dobrze! Ja też Cię kocham!
- Jesteś jeszcze młoda. Znajdziesz kogoś młodszego ode mnie.
-Nie mów tak! You are not alone! I'm here with you!
-Muszę to zrobić! Nie wytrzymuję już tego! Czuję się obserwowany... Ludzie wiedzą o mnie więcej, niż ja sam. Oceniają mnie za coś, czego nie zrobiłem! Czuję się taki samotny w tym! Nie wiesz jak to jest, kiedy nie możesz normalnie przejść przez ulicę do sklepu.
-To nie oznacza, że musisz umierać!
-Nie rozumiesz tego! Chcę być normalnym człowiekiem, ale nie mogę!
-A myślałeś o ukryciu gdzieś w bezpiecznym miejscu?
-Znajdą mnie tam. Prędzej czy później musiałbym się ukazać, a nie chcę powrócić na scenę. Kocham moich fanów, ale mam już dosyć! Widzą we mnie gwiazdę, a nie  człowieka,który ma życie prywatne! To boli... Nawet nie wiesz jak bardzo... Zostaw mnie samego... Proszę...
Wiedziała,że nie może go opuszczać,ale pod wpływem jego wzroku musiała to zrobić. Teraz było już za późno. Przeczuwała,że Michael spełni swoją wolę. Nie miała wpływu na to. Poczuła napływające do oczu łzy i instynktownie przytuliła się do niego i odeszła.
Jackson tymczasem udał się do apteczki,w której trzymał leki nasenne. Tym razem zamiast jednej wziął całą garść. Zdążył jeszcze nawisać na kawałku papieru:  Leave Me Alone!

Nazajutrz rano znaleziono go "śpiącego" wiecznym snem w swoim  łóżku.


PROSZĘ MNIE NIE ZABIJAĆ! ;D



piątek, 12 września 2014

Behind the mask 12

-Gdzie my jesteśmy?
-U mnie w pracy.
Idąc do studia wpadli na pewnego mężczyznę. Był przystojny z charakterystycznym zarostem.
-Przepraszam!-rzekła Jasmine i uniosła
wzrok ku górze.
"Czy to... TAAK!! TO FREDDIE MERCURY!"
-Cześć Fred! Kupę lat! Gdzieś Ty był?- Michael uścisnął przyjaciela.
-Wiesz... Koncerty, wywiady... A co u Ciebie?
--Jak widać dużo się zmieniło.-mówiąc to Jackson przytulił do siebie Jasminę.- Proszę poznajcie się. To jest Jasmine a to jest mój przyjaciel Fred.
Freddie nieśmiało podał dłoń kobiecie.
--Co Was tutaj sprowadza?
-Mam  dla mojej dziewczyny niespodziankę. Swoją drogą... Co Ty tutaj robisz?- był ucieszony ze spotkania z przyjacielem.
Fred spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem.
-Ty i niespodzianka? Pierwsze słyszę...
-No nie żartuj! Pamiętasz jak zaskoczyłem Nicole? To były czasy.- powiedział rozmarzonym głosem.
-Taak pamiętam. Później oboje wylądowaliście w szpitalu, bo byliście połamani.
Na te słowa Fred zaczął się śmiać.
 Tymczasem Jasmine zostawiła ich w tyle i zaczęła się rozglądać po korytarzu.
Zauważyła mnóstwo podpisów na ścianach. Zatrzymała się przy jednym z nich. Stała i niemo wpatrywała się w jeden podpis. Nadal nie mogła uwierzyć,że zna jego autora, ani tym bardziej,że On ją kocha.

****

-Serio ją kochasz?
-Tak a co?
- Nic. Tylko tak się pytam.- Mercury był onieśmielony wyglądem oddalającej się kobiety. -Kiedy masz najbliższy koncert?
-Jutro w Denver.
- O której wylatujesz?
- Około północy.
Doszli do studia, kiedy zauważyli, że Jasmine stoi z dala od nich i wpatruje się w ścianę jak zahipnotyzowana.
-Fred poczekaj tutaj. Zaraz przyjdę.
Podszedł do kobiety i stanął za nią i spojrzał się na ścianę.
Poczuła jego oddech na swojej szyi i odwróciła się.
-Nadal nie mogę uwierzyć, że to, co się wydarzyło ostatnio, to prawda. Jeszcze wczoraj nie znałam Ciebie, a już dzisiaj kocham Cię całym swoim sercem!
- To uwierz. Pamiętaj, że ja ZAWSZE będę Ciebie kochał, bez względu na to, co się wydarzy.
Po chwili jego usta przywarły do jej warg.
Dopiero pod koniec dnia zaczęła się zastanawiać nad słowami ukochanego.

****

- Nagrywamy?
-Tak! Mary puść muzykę!


Kilka godzin później.
Michael odwoził Jasminę do domu.
-A co powiesz na to, abyś poleciała ze mną na koncert?
-Jaa? Nie...
-Dlaczego? Masz świetny głos! Pokaż go światu! Zaśpiewasz ze mną.
-Daj mi czas do namysłu. Odpowiem wieczorem.-mówiąc to wyszła z auta.
-Pamiętaj, że jesteśmy umówieni w przyszłym tygodniu z Fredem!

Wieczorem siedziała w salonie i rozmyślała.
"I co ja mam zrobić? Zgodzić się? Czy nie? Zgodzę się! Skoro mam z nim zaśpiewać... To tylko jeden koncert."
Sięgnęła po telefon i wybrała jego numer.
-Zgadzam się.
-...
-CO???
-...
-Dobrze zgadzam się! Kocham Cię! Pa!
-...


piątek, 5 września 2014

Behind the mask 11

Dom Michaela. Rano
Jasmine szykowała śniadanie, podczas gdy Michael spał w salonie.
-Śniadanie dla Króla Pop-u!- mówiąc to postawiła tacę na stole i zaczęła budzić Jacksona.
-Jeszcze 5 minut! Nienawidzę, jak tak na mnie mówisz!- i odwrócił się w drugą stronę.
Wzięła szklankę wody i całą jej zawartość wylała na Michaela. Jej ukochany  szybko się obudził.
-Co Ty...
-Czas wstawać! Już jest po 10.00
-Że co?! Czemu nie obudziłaś mnie wcześniej?- mówiąc to szybko wstał i udał się w stronę łazienki.
-Nie chciałam  Cię budzić. Tak słodko spałeś!-powiedziała i zaczęła się śmiać.
Po chwili Jackson wyszedł ubrany w czerwoną bluzkę i jasne jeansy. Usiadł koło Jasminy i zaczął jeść.
-Masz dzisiaj jakiś koncert?
-Nie, ale mam wywiad w telewizji, więc muszę się śpieszyć.
-Mam nadzieję, że nie będzie mowy o mnie. Nie chcę rozgłosu.
-Wiesz to w końcu media. Wypytują o wszystko. A teraz muszę już lecieć! Po wywiadzie mam dla Ciebie niespodziankę!
-Jaką?
-Aaa... Dowiesz się w swoim czasie.-mówiąc to wyszedł z domu. Po kilkunastu minutach  Jasmine poszła do byłej współlokatorki.
- No i jak było?-Michi zasypywała ją podobnymi pytaniami odkąd tylko przekroczyła próg mieszkania.
-Normalnie. Całą noc przegadaliśmy i poszliśmy spać. Nie... To nie to, o czym myślisz. On spał w salonie.
-Echh... A już myślałam, że zostanę ciotką..-rzekła z udawanym smutkiem.
-Jestem jeszcze za młoda na dziecko! Mam dopiero 30 lat!
-To w jakim wieku chcesz mieć dziecko?
-Hmmm... Za jakieś 2-3 lata...
-Z Michaelem?
-Nie wiem, czy ten związek wytrzyma. On ma ciągle koncerty i wywiady...
-Ile koncertów dziennie?
Dwa. To go męczy...
-
****

-Jakie ma Pan plany związane z najnowszą płytą? Gdzie odbędzie się najbliższy koncert?
-W Denver, a pieniądze z tego występu będą przeznaczone na budowę szkół w Zambii.
-Czy nie męczą Pana te ciągłe wyjazdy?
-Nie, ponieważ uśmiechnięci fani dodają mi sił.-mówiąc to wysilił się na sztuczny uśmiech.
--A jak Pan odniesie się do oskarżeń fanki?
-Hmmm... Nigdy nie widziałem jej na oczy, więc jestem niewinny. Nie znam jej.
-Czy ma Pan dziewczynę? W gazecie jest napisane, że widziano Pana z jakąś kobietą.
- To jest sprawa osobista, której nie mam zamiaru nikomu ujawniać. Nie powinieneś się tym interesować!-mówiąc to wyszedł ze studia.
Ludzie jak zwykle  wpatrywali się w Niego. W tym momencie ich nienawidził z całego serca. Odbierali mu radość normalnego życia.


"I co ja mam zrobić? JAK MAM ODPOCZĄĆ? Uciec od tego zgiełku?"

W przyszłości chciał zaszyć się gdzieś daleko od świata. Gdzieś, gdzie nikt nie będzie go obserwował. W miejscu, w którym wreszcie będzie wolny. Ale kiedy to nastąpi? Za dziesięć, piętnaście lat? A co wtedy z Jasmine? Jak ona to przyjmie? Czy zostawi go? Czy przetrwa to razem z nim?

****
-Jasmine!! Chodź!
-Zaraz!
-Echh-podszedł do drzwi łazienki i zaczął lekko pukać.
-A gdzie jedziemy?
-Do studia.
-To nie jadę!
-Owszem jedziesz.-wszedł do łazienki.
--Nie!- przeczesywała szczotką gęste włosy,gdy zauważyła, że unosi się lekko w powietrzu.
-Puść!
-Jedziesz do studia i tyle.- zaczął iść w stronę zaparkowanego auta.

poniedziałek, 1 września 2014

Behind the mask 10

Kilka miesięcy później.

Jasmine tęskniła za nim. Wyprowadziła się do własnego mieszkania, a Michi poprosiła, aby nie podawała Michaelowi  jej nowego adresu. Musiała wszystko przemyśleć. Wiedziała,że głupio się zachowała nie wysłuchując wyjaśnień Jacksona. Powinna z nim szczerze porozmawiać. Teraz było za późno.
Dzisiaj wybierały się na imprezę, mając nadzieję, że się zabawią.


Podczas tych kilku miesięcy Michael zmienił się. Stał się przygaszony i zamknięty w sobie. Wszyscy to zauważyli. Próbowali rozmawiać z Nim, ale szybko ich spławiał. Chodził codziennie do domu Jasminy,ale tam zawsze otwierała mu Michi i zbywała go byle czym.
Wyszedł do klubu. Tam zauważył Jasminę. Wyglądała olśniewająco. Czerwona, zwiewna  sukienka świetnie współgrała z czarnymi  baletkami. Kobieta wirowała w rytm muzyki.
Podszedł do DJ-a. Wiedział jak okazać kobiecie swoje uczucia. Zaczął śpiewać. Oczy wszystkich zwróciły się w jego stronę.
 I just can't stop loving you
I just can't stop loving you
And if I stop
Then tell me just what will I do.

Słysząc jego głos odwróciła się. Zauważyła,że szedł do niej powolnym krokiem. Nagle poczuła, jak ktoś popycha ją do przodu. Nie zważając na zdumione spojrzenia innych, zaczęła iść w jego stronę. Nie przestawał śpiewać. Była oczarowana tą muzyką. Kiedy wreszcie się spotkali spojrzeli sobie w oczy. Trzymali się za dłonie. Niemalże równocześnie wypowiedzieli "Kocham Cię" i złączyli się w namiętnym pocałunku. Ludzie zaczęli im wiwatować.

****


-Twoje fanki mnie znienawidzą.-zaczęła się śmiać, kiedy oboje wyszli z klubu trzymając się za ręce.
-Muszą się przyzwyczaić. W razie czego będę Cię bronił!- objął ją ramieniem i oboje oboje udali się w stronę jego mieszkania.
-Ach Ty mój bohaterze!
-Niech tylko spróbują Cię tknąć!- powiedział z udawaną groźbą, po czym oboje zaczęli się śmiać.
-Ostatnio po rozmowie z Johnem byłeś zły. Coś się stało?
-Jedna z fanek oskarżyła mnie o molestowanie.
-COO???
-Już jest po sprawie. Jestem niewinny. John pokazywał mi jej zdjęcia. Nie znam jej.
-I co? Tak jest cały czas?
-Niestety. Jestem sławny i każdy coś obraca przeciwko mnie...
-Myślałeś kiedyś o ucieczce?
-Wiele razy,ale jak mam to zrobić? Śmierć? Za młody jestem, ale  może kiedyś...




OGŁOSZENIE!!
Nie wiem kiedy dodam nexta. Czatujcie gdyieś koło piątku, soboty.

piątek, 29 sierpnia 2014

Behind the mask 9

Patrzyli sobie w oczy. Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi. Nie zdążyli nawet odejść od siebie,  gdy do pomieszczenia wtargnęła pijana Pamela.
-A więc to tak?-stanęła między nimi.-A Ty to co tutaj robisz?-zwróciła się do Jasminy.
-Pamelo! O co Ci chodzi?
-O to!- pocałowała Michaela.- A  Ty dzi.wko nie kradnij mi chłopaka!
-Do Ciebie najwyraźniej nie dociera, że z nami KONIEC!
-Ale ja Ciebie kocham!
-Przestań udawać! Dla Ciebie liczą się tylko pieniądze! Ty nigdy nie potrafiłaś kochać i nigdy się tego nie nauczysz!-był zły. W tej chwili czuł niewyobrażalną chęć do tego, aby krzyczeć.
Tymczasem Jasmine zabrała kurtkę i wyszła z domu. Czuła się ponownie zdradzona. Ciągle przed oczami miała ich pocałunek.
I po co ona to zrobiła? Dał jej nadzieję i jednocześnie ją zniszczył.

****

-Kobieto! Ile razy mam Ci tłumaczyć, że Ciebie NIE KOCHAM?!
Pamela w tym momencie upadła. Po chwili usłyszał jej miarowy oddech. Zaniósł ją na sofę i wyszedł w poszukiwaniu panny Smith.
Zauważył ją siedzącą na ławce w parku. Płakała. Przysiadł się do niej.
-Zostaw mnie!-odtrąciła jego ciepłą dłoń i wstała.
-Ale dlaczego? Co ja zrobiłem?
-Czemu nie powiedziałeś mi, że masz dziewczynę?!
-Nie mam! Zerwałem z nią. Nie kocham jej!
Przez chwilę milczeli. Kilka minut później usłyszeli dzwonek telefonu Michaela. Dzwonił jego manager.

-Słucham?
-...
-Co?? Ale jak to???
-...
-Dobrze! Zaraz będę!
Rozglądał się za Jasmine, ale jej nie spotkał.

****

-I wtedy... Wiesz...
-No co?
-Pocałowaliśmy się!
Siedziała z Michi w kuchni. Było rano i lada chwila Michael miał przyjść,aby odprowadzić Jasminę do szpitala. Kobieta jednak nie miała zamiaru ruszać się z domu.
-No i jak było?
-Cudownie.-szepnęła i lekko się zarumieniła.
-To dlaczego przyszłaś wczoraj zapłakana?
-Bo on ma już dziewczynę! Czas definitywnie skończyć znajomość z Michaelem!-wstała.-Twierdzi, że jej nie kocha!
-Bo może to prawda. A kochasz go?
-Sama nie wiem. Ciągnie mnie do niego, ale boję się mu zaufać.

Happy Birthday!

Ja wierzę, że Michael żyje więc życzę mu aby był szczęśliwy, gdziekolwiek teraz jest!Życzę mu również szybkiego powrotu do Nas :)
Mike zawsze będziesz w moim sercu!

A do Was mam prośbę, abyście dzisiaj chociaż przez minutę posłuchali Jego piosenki.
Next najprawdopodobniej wieczorem
 :)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Behind the mask 8

Miał dzisiaj mnóstwo pracy. Właśnie nagrywał nową płytę.
Do studia nagrań weszła pewna blondynka. Była w wysokich, czerwonych szpilkach, spódniczce mini i obcisłej bluzce. Pod pachą miała czerwoną kopertówkę.
Michael zauważył ją i podszedł do niej. Był zdziwiony jej wizytą.
-Cześć kochanie!
-Witaj Pamelo! Nie spodziewałem się Ciebie tutaj spotkać.
Była to jego dziewczyna. Mieszkała w Texasie i miała 34 lata. Poznali się na jednym z  koncertów Mike'a. Później kilkukrotnie się spotkali,aż zostali parą.
Od pewnego czasu Mike chciał zakończyć tą znajomość. Nie kochał jej.  Ostatnio myślał o pięknej czarnowłosej kobiecie imieniem Jasmine.
-Przyjechałam tutaj załatwić jedną sprawę.- wskazała na nagłówek gazety, którą wyjęła z torby.
Mike wziął pismo i zaczął czytać.

 Nowa dziewczyna Michaela Jacksona?
Jak donoszą źródła Król Popu spotyka się 
z niejaką Jasmine Smith- panią doktor ze szpitala im. George'a Washingtona.
Widziano ich, jak wychodzili z jej mieszkania. Czy to TYLKO przyjaźń? A może coś WIĘCEJ?
 -I co chcesz z tym zrobić?!- zapytała, kiedy skończył czytać. Była zła. Nie kochała Jacksona,ale nie chciała, aby ktoś sprzątnął pieniądze sprzed jej nosa.
-Nie unoś się tak! Łączy nas tylko przyjaźń!
-Nie pozwolę na to, aby jakaś dziw.ka kręciła się koło Ciebie!
-Ona nie jest dziw.ką! Pamelo z Nami KONIEC! Wynoś się!
-Twoja damulka jeszcze mnie  popamięta!- wyszła trzaskając drzwiami.
Mike usiadł na kanapie i znowu zaczął przeglądać gazetę.

****
"Wiedziałam, że kiedyś będę w gazecie! Hahaha... No to po mnie! Fanki Michaela mnie zabiją! Jeszcze tylko tego brakuje, aby pokazali mnie w telewizji!"- myślała raz po raz rzucając okiem na gazetę.
Wychodząc zauważyła kilku fotoreporterów, więc się wycofała i wyszła tylnym wyjściem.
Wracała do domu sama. Było ciemno, tylko światła latarni oświetlały jej drogę. Postanowiła zadzwonić do Mike'a. Wybrała jego numer, gdy nagle poczuła, jak coś,a raczej ktoś ciągnie ją do tylu za włosy. Upuściła telefon i zaczęła krzyczeć.
-Puść mnie!!-próbowała się wyrwać,ale napastnik okazał się silniejszy.
-Jak...śmiesz...rozmawiać...z...moim...chłopakiem?!-z każdym wypowiedzianym słowem Pamela mocniej ciągnęła Jasminę za włosy.Poczuła ogromny ból w okolicy jamy brzusznej i puściła lekarkę. Skrzywiła się i upadła. Po chwili jednak wstała i z całej siły walnęła pięścią w nos pani ginekolog. Jasmine poczuła, że ktoś odciąga ją od rywalki.
-Nie ruszaj się stąd. Zaraz zadzwonię po karetkę.-usłyszała głos Michaela tuż przy swoim uchu.
Chciał zobaczyć co z Pam, ale jej już nie było.
Po chwili przyjechała karetka i zabrała Jasminę do szpitala. Jackson jechał czarnym bmw za ambulansem.
Po rutynowych badaniach okazało się, że lekarka ma złamany nos i nieliczne siniaki.
Przed szpitalem.
Jasmine miała zamiar iść do własnego domv, lecz Michael nie chciał jej nigdzie puszczać.
-Jedziesz do mnie!
-Nie ma mowy! Idę do siebie. Tam zajmie sie mną Michi.
- Jeszcze zobaczymy.-mruknął i wziął ją na ręce.
-Puść mnie ty głuptasie!- zaczęła się śmiać.
Jechali w ciszy. Każde z nich było pogrążone we własnych myślach.

"****

Zatrzymali się przed niewielkim domem.
Kobieta była zdziwiona, że ktoś taki, jak Michael Jackson mieszka w małym domku.
- Mimo tego, że jestem artystą, moje życie niczym się nie różni od Twojego... No może poza tym, że jestem obserwowany na każdym kroku przez paparazzi...
-Tak wiem... Od dzisiaj stałam się sławna... Oczekuję nalotu fanek! Zabiją mnie, że znam osobiście ich idola.- uśmiechnęła się lekko.
Wchodząc do mieszkania była zdziwiona prostotą wnętrza. Były cztery pomieszczenia: kuchnia, łazienka, salon i sypialnia.
Mike zaprowadził ją do salonu, a sam udał się w stronę kuchni.
Usiadła na sofie i rozglądała się po pomieszczeniu. Ściany były pomalowane na szaro. W rogu znajdował się fortepian. Obok niego stał stolik zawalony kartkami. W samym środku pomieszczenia znajdował się ogromny stół i czarna sofa.
Wstała i podeszła do stolika. Wzięła jedną z kartek i zaczęła czytać.
 Man in the mirror.
I'm starting with the man in the mirror
I'm asking him to change his ways
And no message could have been any clearer
If you wanna make the word a better place
Take a look at yourself and then make a change

-To jest jedyny doby fragment, który udało mi się narazie napisać.
Jasmine odłożyła kartkę na miejsce. Odwróciła się i spojrzała w oczy Jacksona. Zauważyła w nich iskierki. Zbliżył swoje wargi do jej ust i namiętnie pocałował. Nie opierała się. Po chwili jednak oderwali się od siebie. 

niedziela, 24 sierpnia 2014

Next

Next pojawi się do wtorku.
Wczoraj szukałam nieco więcej  informacji o  "śmierci" Michaela i znalazłam to:
http://michaeljackson-zyje.bloog.pl/?_ticrsn=3&smoybbtticaid=613519
Przeczytajcie to i zastanówcie się nad tym. Sama widziałam filmik, jak ciało Michaela porusza się na łóżku w helikopterze- umarli zazwyczaj się nie ruszają, więc to jest dziwne, aby ciało samo usiadło itp.
Widziałam też, jak Michaela wieziono do kostnicy- na parkingu SAM wysiadł!

Te filmiki i to, co tam przeczytałam dało mi nadzieję na to, że Michael żyje.
 Mnie ta jego "śmierć" nie dziwi. Sama bym też coś takiego zrobiła, żeby uciec od sławy. Ja wiem, że Mike wróci!!


piątek, 22 sierpnia 2014

Behind the mask 7

Na początku mam małe ogłoszonko.
W związku z tym,że niedługo rozpoczyna się rok szkolny,  nexty będą pojawiać się raz na tydzień-przeważnie piątek lub sobota.
A teraz nie zanudzam, tylko zapraszam do czytania.

****
Mike od samego rana próbował nakłonić przyjaciółkę,aby zaśpiewała mu piosenkę.
Jedli śniadanie kłócąc się. Michelle patrzyła to na Jasminę, to  na Michaela nie bardzo rozumiejąc o co chodzi.
-Obiecałaś!
-Nie chcę jej śpiewać TERAZ!
-Dlaczego?
-Bo nie!
W tym momencie do rozmowy włączyła się Michi.
-Ej a czy to nie ta, którą mi śpiewałaś?
-Jej śpiewałaś, a mi nie zaśpiewasz? Swemu idolowi?- zażartował. Ta kłótnia zaczęła go śmieszyć.
-Ja Ci dam... Nie jesteś moim idolem!-Jasmine wzięła garść płatków i rzuciła nimi w Michaela.
-Właśnie zadarłaś z mistrzem celowania kochana!- mówiąc to śmiał się i wziął trochę cukru i wycelował w jej twarz.
-Jasmine no zaśpiewaj mu to!
Jasmine natychmiast spochmurniała, a Mike uśmiechnął się jeszcze mocniej.
-Ok... Tylko pójdę po tekst...
Gdy była w pokoju w poszukiwaniu piosenki, jej współlokatorka postanowiła pocałować Jacksona.
Jasmine widząc tą scenę zaniemówiła. Upuściła trzymany w rękach zeszyt, jednak szybko go zabrała z podłogi i udała się do pokoju.
Miała łzy w oczach. Czuła dziwną zazdrość,a ona i Mike byli tylko przyjaciółmi.
Co się z nią stało? Czyżby ten człowiek był jej bliższy niż myślała?
Podeszła do biurka i zaczęła szukać długopisu. Usiadła i zaczęła pisać.

****

Po napisaniu krótkiego tekstu wyszła na balkon. Oparła dłonie o balustradę i zaczęła głośno rozmyślać.
-W ogóle nie powinnam go tutaj przyprowadzać... Przez pół nocy myślałam, że to TEN JEDYNY... Jak widać myliłam się... Czy w takiej sytuacji jest miejsce na miłość? NIE! Zdecydowanie nie! Nawet trudno tu wspominać o jakiejkolwiek przyjaźni,a co dopiero o miłości...
poczuła czyjś wzrok na sobie. Odwróciła się i ujrzała opartego o ścianę Jacksona.  Chciała już coś powiedzieć, ale przyszła do nich jej przyjaciółka i zaczęła ponętnie całować Jacksona, a ten oddawał jej pocałunki.
-NIE! MICHAEL NIE RÓB TEGO! MICHAEL!-krzyczała,ale tamta dwójka jej nie słuchała.

****

-Jasmine!! Wstawaj!- poczuła, jak ktoś lekko ją szarpie. Otworzyła oczy. Leżała w swoim pokoju, a Mike położył na jej kolanach tacę ze śniadaniem.
-Śniadanko do łóżka, dla pięknej Pani.- mówiąc to usiadł koło niej.-A tak na marginesie to mogę wiedzieć, czemu krzyczałaś moje imię przez sen?
Jasmine zarumieniła  się.
-Żartowałem!- zanosił się śmiechem.
-Ty i te Twoje żarty... Widziałeś dzisiaj Mich?
-Nie. Słyszałem tylko, jak wychodziła z domu. Bardzo się śpieszyła, bo nawet nie wzięła telefonu.
-Hmmm... Dziwne... No nic! To co! Jemy śniadanie i standardowo odprowadzasz mnie do pracy?
-Jasne!-powiedział biorąc kanapkę do ust.


środa, 20 sierpnia 2014

Behind the mask 6

-Czemu to zrobiłeś?
Byli już przy domu Johna. Nagle drzwi się otworzyły i otoczyła ich gromadka dzieci. Było ich pięcioro: dwunastoletni Kyle, dziesięcioletnia Marta, ośmioletni John, sześcioletnia Janice i czteroletni Paul.
-Wujek Michael!- krzyknęła cała piątka i natychmiast przytuliła się do Jacksona.
-Hej! Jak Wam minął dzień?- Traktował je jak własne. Od miesiąca poświęcał im każdą wolną chwilę.
- Tato? Gdzie byłeś?- zapytał Kyle.
-Co robiłeś?- zapytała Marta.
-Byłem w pracy. Ktoś musi zarabiać na wasze zachcianki. A teraz marsz do domu!
Dzieci posłusznie weszły do środka. Manager i Jackson zostali na zewnątrz. Michael od razu przystąpił do ataku.
-Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego zdradzałeś swoją żonę?
-Miałem dość jej zachowania! Dla niej liczyły się dzieci!
John kochał Martę,ale kiedy urodziła mu piątkę dzieci, poczuł się osamotniony.
- Byłeś zazdrosny o dzieci? One są tak samo jej jak i Twoje! Kochała Cię! To przez Ciebie się zabiła! To Twoja wina!
-Tak! Byłem o nie zazdrosny!
-Cierpiała, podczas gdy Ty zabawiałeś się z inną!
-Przestań!-schował twarz w dłoniach i zaczął cicho łkać.- Nie obwiniaj mnie! Nie jestem temu winny!
-Zawsze uważałem Cię za najlepszego! Akceptowałem to, że przyprowadzasz damy do towarzystwa, ale gdybym wcześniej wiedział o tym, że masz żonę to nigdy bym Ci na to nie pozwolił!
-Nie masz prawa mi rozkazywać!
-Nie,ale mam prawo zwolnić Cię z posady!
JW tym momencie John posmutniał.
-Nie zrobisz tego...
-Owszem zrobię!- Michael wiedział, że jeszcze chwila i jego manager zrozumie swój błąd.
John zaczął krążyć wokół ogrodu. Rozmyślał. Zrozumiał, że to, co mówił Michael to prawda. To on przyczynił się do śmierci Marty. To jego wina.
Wymamrotał cicho:
-Przepraszam...
Michael lekko się uśmiechnął.
-Mnie nie przepraszaj. To dzieciaki musisz przeprosić. Musisz o wszystkim im powiedzieć.
-Znienawidzą mnie przez to!- Manager stanął w miejscu.-Jak ja im to wytłumaczę? Przeze mnie umarła wasza matka. NIE! NIE! co ja mam im powiedzieć?- poczuł dłoń przyjaciela na swoim ramieniu.
-Prawdę. Szczerą prawdę. Z biegiem czasu pogodzą się z tym.
-Muszę im to powiedzieć!
Nagle usłyszeli czyjś głos. To Janice wołała ojca do domu.
-Już idę!-odkrzyknął i zwrócił się do Michaela.- Dzisiaj im to powiem! Widzimy się jutro na próbie?-zapytał z nadzieją.
-Dam Ci dwa tygodnie urlopu. Odpoczniesz i wyluzujesz się. Wyjedź z dzieciakami do Neverlandu. Jutro dam Wam klucze.
- Dziękuję! Idę już idę!- John odpowiedział na nawoływania córki.

*****

W tym samym czasie Jasmine rozmyślała. Nagle usłyszała ciche pukanie. Po chwili do pokoju weszła Michelle.
Zrozum,że ja musiałam!-powiedziała przysiadając się do Jasminy.
- Nic nie musiałaś! Mogłaś normalnie zarabiać!
-A gdzie ja miałam iść do pracy?
-Był u mnie w szpitalu wolny etat w recepcji,ale NIE! Ty zawsze musiałaś znaleźć robotę w domu! I to jaką! Od kiedy to się dzieje?
-Od czterech miesięcy.
- Dlaczego ja nic o tym nie wiem?
-Bo wiem, jakbyś na to zareagowała!
Przerwały kłótnię, ponieważ usłyszały głośne pukanie do drzwi.

****

-I co? Rozmawiałeś z nim?
Siedzieli u niej w pokoju. Było już grubo po północy, więc Mike postanowił przenocować u Jasminy na kanapie.
-Tak. Miał porozmawiać z dzieciakami.-powiedział wertując jej zeszyt z tekstami.- O! Ta jest dobra!
Przysiadła się do niego i wyrwała mu zeszyt z ręki śmiejąc się.
- Ta piosenka jest dla mnie szczególnie ważna. Napisałam ją po rozstaniu z chłopakiem. Nosi tytuł "Pain".
-Kiedy mi ją zaśpiewasz?
- Jutro!
-Obiecujesz?- zapytał. Miał nadzieję, że uda mu się ją nakłonić do nagrania z nim tej piosenki.
-Tak! Obiecuję! A teraz chodźmy spać! Jest już prawie 1.00 a jutro praca i próby. Miłego spania na kanapie!- wstała i uśmiechnęła się zawadiacko.- Dobranoc!
Udała się w stronę łóżka.
-Dobranoc!- Wyszedł i poszedł do salonu. Ciągle miał w pamięci jej piękny uśmiech. 

wtorek, 19 sierpnia 2014

Behind the mask 5

Od kilku godzin stał pod jej domem. Kilkukrotnie próbował z nią porozmawiać,ale nic z tego. Za każdym razem  był spławiany. Spróbował ponownie. Tym razem drzwi otworzyła mu Michelle.
-Dzień dobry! Mogę porozmawiać z Jasmine?
Kobieta od razu poznała kim jest pytający. Zdziwiła się,że Michael Jackson stoi pod jej drzwiami.
- Od dwóch godzin nie wychodzi z pokoju.
-Mogę tam wejść?
 -Tak. Proszę.-wpuściła go do wielkiego korytarza.- Mam ją tutaj przyprowadzić?
-Nie. Sam do niej pójdę.
-Idź do końca korytarza. Drzwi z jej imieniem.
Wchodząc do pokoju zauważył tony chusteczek, a Jasmine leżała na swoim łóżku i płakała.
-Musiałem tak postąpić!- mówiąc to usiadł przy niej i dotknął lekko jej ramienia.
-Idź sobie! Nie chcę Cię widzieć!
- Nie poznałaś mnie?
-Nie chciałam. Sam twierdziłeś,że nim nie jesteś. Ufałam Ci, a Ty mnie okłamałeś!
-Chciałem,żebyś poznała mój charakter! Nie chciałem, abyś widziała we mnie gwiazdę! No już nie płacz...
Jasmine usiadła.
- Ja nigdy nikogo nie postrzegam poprzez sławę! Zawsze patrzę nie jako fanka, ale jako normalny człowiek... Wiem,że bycie sławnym jest trudne,ale ja zawsze w gwieździe dostrzegam charakter. Wtedy nie chciałam z Tobą gadać, bo byłeś kolejną osobą, która mnie oszukała.
-Ale jak to?
-Miałam kiedyś faceta. Twierdził,że idzie do pracy, a tak naprawdę to chodził do kasyna. Przegrywał. Pożyczał ode mnie pieniądze i nigdy ich nie oddał. Aż w końcu...-znowu zaczęła płakać. Michael przytulił ją. Trwali w takim uścisku dopóki dziewczyna się nie uspokoiła.
- No już już... Ci... Przepraszam... Przejdziemy się? Trochę ochłoniesz, a ja mam dla Ciebie prezent.
-Ok.
Po chwili wyszli z jej pokoju. Na dole czekała Michelle.
-To Ty znasz Michaela Jacksona?
-Jak widać tak- Jasmine uśmiechnęła się lekko.
-Dlaczego mnie o tym nie poinformowałaś? No wiesz co?
- Nie widziałam w nim gwiazdy, więc sama go nie poznałam. Dopiero na koncercie dotarło do mnie kim On jest. My wychodzimy! Pa.

Kilka minut później.

Szli ulicą.
-Poczekaj tu na mnie. Zaraz przyjdę.- rzekł i odszedł w stronę kwiaciarni. Tam kupił największy bukiet i wręczył go dziewczynie.
-To dla mnie?
-Tak. Dla mojej najlepszej przyjaciółki.
-Dziękuję! A tak w ogóle to opowiesz mi coś o swojej karierze?
Spojrzał na nią unosząc jedną brew do góry.
Jasmine zaczęła się śmiać.
- Wiem, wiem... Zero rozmów o sławie.
-Na początku naszej znajomości zaśpiewałaś mi mój utwór. Nie myślałaś o tym, aby nagrać coś własnego?
-Jakoś nigdy nie umiałam pisać dobrych piosenek. Zawsze lądowały w koszu, ale mam kilka tekstów, które uważam za dobre.
-Mógłbym je kiedyś zobaczyć?
-Jasne! Może dzisiaj wieczorem?
- Dobra. To leć do pracy, a ja już idę na próbę. Pa!
- Pa!

Wieczór.
Wracając do jej domu zauważyli Johna. Wychodził od Michi.
--Hmm... Dziwne... Nigdy go tutaj nie widziałam... Co on robił?
- Ja idę z nim porozmawiać. Może uda mi się coś od niego wyciągnąć spotkamy się za 30 minut u Ciebie.
Kobieta była zdziwiona, więc czym prędzej weszła do domu. W salonie krzątała się prawie ubrana jej współlokatorka. Jasmine w mig zrozumiała zaistniałą sytuację.
-Mich czy Ty z tamtym facetem...
-Przepraszam,że dopiero teraz się dowiedziałaś... Zrozum,że ja nie miałam za co żyć!
-Sex za pieniądze? Nigdy tego nie pojmę! Jak mogłaś? To był mąż Marty! To przez Ciebie ona nie żyje!
-Jak możesz?!
-Jak mogę? A powiedz mi, jak Ty mogłaś tak postąpić?? NO JAK?
Z płaczem poszła do swojego pokoju.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Behind the mask 4

Od ostatnich wydarzeń minął miesiąc. Michael codziennie przyprowadzał i odprowadzał Jasminę do domu. Zaprzyjaźnili się.
W ciągu tego miesiąca  wiele razy próbował powiedzieć prawdę o sobie.
Nadszedł dzień, w którym kobieta wraz ze współlokatorką wybierały się na koncert.
Jak zwykle Jasmine szła do pracy. Tym razem Mike jej nie towarzyszył. Cały dzień przygotowywał się na koncert i na rozmowę z lekarką.

****
Wracała do domu mając wrażenie, że zdarzy się coś wielkiego. Coś, co zmieni jej dotychczasowe życie.
Ostatnio mnóstwo czasu spędzała z Michaelem. Od dawna nie czuła się tak dobrze, jak w jego towarzystwie.
Wchodząc do domu wyczuła silną woń perfum.
"Michelle wylała chyba całe wiadro na siebie!"
-Kobieto! Co żeś na siebie wylała? Czuć w całym domu!
Michelle wyszła z łazienki całkowicie gotowa do wyjścia.
-Nic... Takie tam...
-Całe wiadro perfum?-była lekko rozbawiona zachowaniem współlokatorki.-Prędzej ten Jackson ucieknie, niż z Tobą pogada!
-No wiesz co? Która godzina?
-18.00 a co?
- Mamy jeszcze półtorej godziny. Idź się przebrać i jedź zaraz. Może Ty z Nim pogadasz.
-A Ty nie jedziesz ze mną?
-Nie. Mam jedną sprawę do załatwienia.
Po chwili Jasmine wyszła z domu i wsiadła do taksówki.
Koncert miał się odbyć w najbliższym mieście.
Uzgodniła z Michi, że zajmie miejsce najbliżej sceny.

****
Michael był w garderobie. Wiedział, że za godzinę jego znajomość skończy się na zawsze. Nigdy nie czuł się tak źle, jak w tej chwili.
-Ty to masz fanów! Przychodzą grubo przed koncertem!- odezwał się jego nowy manager.
-Ilu ich jest?
-Narazie jedna osoba.
-Kobieta?- przeczuwał, kto to może być. Postanowił z nią pogadać. Wyszedł w pośpiechu. Nawet nie zdążył się przebrać w normalny strój.
-Na kogo czekasz?- usłyszała głos Mike'a obok siebie. Ocknęła się z zamyślenia.
Spojrzała na niego i od razu zauważyła jego niecodzienny ubiór: czarna kurtka, biała koszulka, okulary, kapelusz, czarne spodnie, czarne mokasyny i biała rękawiczka.
-Czekam na gwiazdę. Może uda mi się z nim porozmawiać przed nalotem fanek. Uzgodniłam z przyjaciółką, że zajmę najlepsze miejsca tak, aby mogła go zobaczyć.
Mike uśmiechnął się. Przysiadł się do niej i "czekał" razem z nią. Kiedy zauważył pierwszych fanów szybko wstał i bez słowa wyjaśnienia wyszedł z loży i udał się za scenę.
"Dziwnie się zachowuje... Czyżby coś przede mną ukrywał?"
 
****

Zostało kilka minut do występu, a Jackona strach nie opuszczał, a wręcz przeciwnie. Nasilał się z każdą minutą oczekiwania.
Widział zza zasłony, jak Jasmine oglądała się na wszystkie strony. Zapewne szukała jego.
-Mike wchodzisz na scenę!
W tym momencie wszystko stało się jasne. Wchodząc na scenę bacznie obserwował zachowanie kobiety.
Widział, jak na jej twarzy maluje się zdziwienie.
Miał nadzieję, że mu kiedykolwiek wybaczy.
Stanął na środku sceny, lecz zanim zaczął śpiewać powiedział:
-Chcę powiedzieć jedno: przepraszam!
Zaśpiewał Billie Jean.
Billie Jean is not my lover
She just a girl, who claims that I'm the one
Buu the child is not my son- przy tym fragmencie ponownie spojrzał na Jasmine. Widział w jej oczach łzy. Wiedział, że ta rozmowa nie będzie łatwa.

****
- Patrz! Wychodzi! TO ON!
Poznała go. Wystarczyło, że spojrzała na niego krótko. Czuła jego wzrok na sobie, ale była zbyt zdenerwowana, aby utrzymać z nim kontakt wzrokowy.
"Okłamał mnie! Jak mógł? To koniec!"- powtarzała to w myślach, aż do jego przemówienia.
Słysząc jego słowa poczuła pewnego rodzaju radość, która została bezwstydnie stłumiona przez złość.
Śpiewał to, co ona mu kiedyś zaśpiewała. Poczuła łzy napływające jej do oczu, lecz nikt tego nie zauważył. Musiała wytrzymać do końca.
Dwie godziny później.
Wyszłaby jako jedna z pierwszych, gdyby nie to,że ktoś lekko szarpnął ją za rękę.
-Porozmawiajmy!
-Nie mamy o czym! Okłamałeś mnie!-mówiąc to wyrwała swoje ramię z jego uścisku i udała się w stronę taksówki.

sobota, 16 sierpnia 2014

Behind the mask 3

- Wszystko gotowe?
-Tak Panie Jackson.
-Gotowi na próbę generalną?
-Tak.
-Zaczynamy?
-Tak. Tylko za chwilę. Muszę z Panem o czymś porozmawiać.
Wraz z Johnem udali się do garderoby.
-Nie będę owijał w bawełnę. Ludzie widzieli Cię, jak rozmawiałeś z pewną kobietą. Kim ona jest?
- Nic poza znajomością Nas nie łączy! Porozmawiać nie możemy? Ja też jestem człowiekiem i potrzebuję normalnej rozmowy, a nie pytań o najnowszą płytę i o moje życie prywatne!
-Mam nadzieję,że nie poznała Cię jako gwiazdy.
-Nie zna Michaela Jacksona jako artysty. Poznaje mnie jako normalnego człowieka i tak ma być dopóki sam jej o tym nie powiem, ale prawdopodobnie i ta znajomość nie przetrwa. Pozna okrutną prawdę o mnie.
-Jaką okrutną? Jesteś gwiazdą!
- Na początku cieszyłem się z tego,że nie jestem szarą myszką,że robię to,co lubię,ale teraz oddałbym wszystko, aby ludzie nie patrzyli na mnie przez prymat gwiazdy, "Króla Popu". Męczy mnie ta sława! Chciałbym przeżyć chociaż jeden normalny dzień! Pomóc komuś i nie trafić na okładki gazet. Poznać ludzi, którzy ujrzą mój charakter, nie sławę! Wy wszyscy widzicie we mnie sławnego Króla, natomiast Ona poznaje prawdziwego mnie!
Musiał przerwać, ponieważ wzywano go na próbę.
Koncert wyszedł nadspodziewanie dobrze. Był to jeden z najlepszych koncertów w jego karierze.
Ale czy Michael czuł się dobrze? Po tym, co powiedział swojemu managerowi czuł lekkie wyrzuty sumienia. Chciał go przeprosić. Wyszedł z domu i poszedł w stronę hotelu, ale kiedy zobaczył zapłakaną Jasminę natychmiast do niej podszedł.
-Co się stało?
-Marta... Ona nie żyje! Popełniła samobójstwo!-mówiąc to spojrzała na niego załzawionymi oczami.
-Ale jak to?
- Miała problemy rodzinne. Nie wytrzymała. Jej mąż jest managerem Michaela Jacksona. Zdradzał ją, kiedy jeździł z nim w trasy. Miał mnóstwo kochanek.
Kiedy to usłyszał postanowił rozmówić się z Johnem.
"Jak on mógł? Widziałem,że przyprowadzał damy,ale nie mówił, że ma żonę!"
-Takie jest życie. Urodzisz się i umierasz. Nic  na to nie poradzisz. Chodź odprowadzę Cię do domu.
Kiedy szli w stronę mieszkania zauważyli,że ktoś robi im zdjęcia.
Odwrócili się w stronę paparazzi.
-Znowu? Żyć Tobie nie dają!
-Poczekaj tutaj. Ja z nim porozmawiam.
Kiedy paparazzi zobaczył, że Mike idzie w jego stronę, zaczął uciekać.
-Zaczekaj!
Na dźwięk jego głosu stanął. Mike dogonił go.
- Ile chcesz za usunięcie zdjęć?
- Nie mogę tego zrobić! Wywalą mnie z pracy! Mam rodzinę na utrzymaniu!
- Czekaj. Dam Ci swój autograf za usunięcie zdjęć. Sprzedasz go i będziesz bogaty. Co Ty na to?
- Ok.
--Ale najpierw daj aparat. Sam chcę usunąć zdjęcia!
-Już daję.
Po usunięciu fotek Michael dał mu autograf i powrócił do swojej towarzyszki.
-Tak jest niemal codziennie!
- Masz po prostu sławnego klona-mówiąc to uśmiechnęła się lekko.
****
Michelle wyszła na podwórko w oczekiwaniu na swoją współlokatorkę. Wychodząc do bramy zauważyła rozmawiającą Jasminę z Michaelem.
Stali zbyt daleko, aby mogła rozpoznać rozmówcę jej przyjaciółki.
Kiedy już szli w stronę Michelle, Jackson ją rozpoznał, więc postanowił czym prędzej się rozstać z Jasmine i pójść do Johna.
Kobieta wchodząc przez bramę czuła świdrujące spojrzenie Michi. Wiedziała, że  zaraz zaczną się pytania. Nie musiała na nie długo czekać. Kiedy tylko znalazła się w salonie została zasypana gradem pytań.
-Z kim rozmawiałaś?
-Z moim kolegą.
-Jak ma na imię?
-Mówiłam Ci, że Mike.
-Ile ma lat?
-Około 30.
- Kiedy i jak się poznaliście?
-Kilka dni temu. Wpadliśmy na siebie.
-Gdzie mieszka?
- Nie wiem! Daj mi spokój! Marta nie żyje, a Ty zadajesz mi bezsensowne pytania!
Nichelle zamurowało. Nigdy nie lubiła jej, ale i tak ją to zabolało.
-Michi mam dosyć. Idę do siebie. 

piątek, 15 sierpnia 2014

Behind the mask 2

Następnego dnia. Szpital.
Jasmine siedziała w gabinecie, kiedy nagle wbiegła zdyszana Michelle.
-Co się stało?
-Widziałam Go!
-Kogo znowu?
-Michaela Jacksona! Stał przede mną i kupował kwiaty. Dziwne... Facet, który nie ma ani żony, ani narzeczonej kupuje kwiaty...
-Może ma kogoś, o kim Ty nie wiesz?
-Jestem jego największą fanką, więc wiedziałabym!
-Pogadamy o tym w domu. A teraz idź, bo mam robotę!
-No dobra już dobra... Może znowu Go spotkam? Paa!
" Facet normalnie nie ma życia... Wszędzie fanki, dziennikarze,występy... A gdzie tu miejsce dla rodziny i przyjaciół? Nie zazdroszczę..."

****
Michael próbował dowiedzieć się, w którym szpitalu pracuje jego nowa znajoma. Postanowił zadzwonić do swojego managera i zlecić mu to zadanie.
-Tak słucham Panie Michaelu?
-John? Mam do Ciebie sprawę.
-Jaką?
-Dowiedz się gdzie pracuje niejaka Jasmine. Jest ginekologiem.
-Jasne. Jak znajdę, to dam znać.
-To wszystko. Z góry dziękuję!- rozłączył się.
Miał jeszcze  kilkanaście godzin do występu, ale już teraz zaczął ćwiczyć.
Grał na dwa fronty. Nie znał Jasmine za dobrze, ale przy niej pierwszy raz w życiu czuł się wolny. Wiedział też, że prędzej czy później jego nowa znajoma i tak dowie się kim on jest. Miał jednak cichą nadzieję,że przez to nie odwróci się od Niego.
Usłyszał dzwonek telefonu. Spojrzał na wyświetlacz, a na jego twarzy ukazał się lekki uśmiech.
- I jak? Wiesz gdzie ona pracuje?
-Tak. Jest ginekologiem w szpitalu im George'a Washingtona. Właśnie ma dyżur.
-Dzięki! Jesteś wielki!
-Zawsze do usług!
Wyszedł z wynajmowanego mieszkania i udał się do najbliższej kwiaciarni. Ludzie jak zwykle nie wierzyli własnym oczom, że ten sławny Michael Jackson jest w tym mieście, lecz ten nie zwracał uwagi na spojrzenia, jakimi ludzie go obdarowywali. Ciągle go zatrzymywali i prosili o autografy. Wreszcie, kiedy udało mu się pozbyć fanów, wszedł do "Roses"- najlepszej kwiaciarni w mieście.
Tam zauważył piękne róże.
Po wybraniu kwiatów napisał mały liścik.
" Dziękuję za mile spędzony wieczór!

                                     M."
Odwracając się zauważył,że jedna z jego fanek patrzy się na Niego z rozdziawionymi ustami.
"No to teraz się zacznie... Jestem pewien,że wszystkim powie o tym, co tutaj widziała. Trudno... Jakoś wytrzymam."

****
Po kilkugodzinnym porodzie lekarka była wykończona. Jedyne,o czym marzyła to łóżko, kawa i dobra książka.
Była nieco zdziwiona widokiem pięknych róż w jej gabinecie. Po przeczytaniu liściku jej twarz była rozpromieniona,ale przypomniała sobie słowa współlokatorki.
"Michael Jackson kupował kwiaty... Mike... Chwila! Ee nie! To nie On!"
W drodze do domu znowu go spotkała.
-Dzięki za kwiaty!
-A skąd wiesz, że to ode mnie?-mówiąc to uśmiechnął się.
-Jesteś jedynym mężczyzną, którego znam oprócz swojego taty i brata, a w szpitalu pracują same kobiety. Wiesz co? Przez chwilę myślałam, że to Ty jesteś tym Jacksonem.
-I nadal tak myślisz?- w jego głosie wyczuła nutkę zdenerwowania i strachu.
- Po głębszej analizie stwierdziłam, że to pomyłka. Nie zachowujesz się jak typowa gwiazda.
Odetchnął z ulgą. Bał się,że go zdemaskuje.
-Jestem normalny. Z tego co wiem, to ma jutro koncert. Idziesz?
-Nie. Moja przyjaciółka kupiła bilety, ale na  inny występ. Za miesiąc.
Mike spojrzał na zegarek. Była 19:30. Za pół godziny musiał być na próbie.
- Ja już muszę iść! Trzymaj się!
-Wzajemnie!- Był daleko, aby to usłyszeć.
" Z dnia na dzień zaczynam coraz bardziej lubić Mika."
" Super dziewczyna! Szkoda tylko,że muszę ją okłamywać..."
Jakiś czas później.
Jej współlokatorka oglądała telewizję. Za chwilę miała być powtórka koncertu jej idola.
-Zaraz wyjdzie! Chodź i zobacz!
-Chwila!
Już chciała przyłączyć się do Michelle, kiedy zadzwoniła do niej Marta. Kobieta znowu była nękana przez byłego.
J- Michi musisz to obejrzeć beze mnie! Idę do Marty! Pa!

****
Rano.
Jasmine jadła śniadanie, kiedy kątem oka zauważyła idącego w stronę jej domu Jacksona. Chwilę potem usłyszała lekkie pukanie do drzwi.
-A co Ty tutaj robisz tak wcześnie?- mówiąc to wpuściła go do środka.
-Pomyślałem, że skoro i tak przyprowadzam Ciebie do domu, to równie dobrze mógłbym odprowadzać do szpitala.
-Jak chcesz.-rzekła i z uśmiechem na twarzy wzięła torebkę z blatu.
Kiedy wyszli na zewnątrz jej kolegę ogarnął tabun fanek.
-Co się dzieje? Mike?
-Naprawdę nie wiem, o co im chodzi! Posłuchajcie mnie! Nie jestem waszym idolem!
Po kilku minutach próśb puściły go, a ten czym prędzej dogonił swoją towarzyszkę.
- Wszystko w porządku?
- Taak... Tylko te fanki... Ludzie na ulicy non stop proszą mnie o autografy, bo jestem podobny do ich idola... To jest męczące...
- przepraszam,że pytam, ale Twoje nazwisko to?
-Applehead. Michael Applehead.


czwartek, 14 sierpnia 2014

Behind the mask

Jasmine była piękną trzydziestolatką. Michael Jackson był jej nieznany. Co prawda usłyszała o nim parę słów,a jej współlokatorka non stop śpiewała jego utwory.
Właśnie wracała  od swojej przyjaciółki. Była zamyślona. Rozmyślała o problemach Marty.
Michael wracał z konferencji prasowej. Miał zamiar wpaść na chwilę do baru swojego przyjaciela Jamesa. Idąc niechcący wpadł na młodą kobietę. Była to Jasmine.
J: Uważaj jak chodzisz!
M: Przepraszam. Nie moja wina, że Pani była strasznie zamyślona i nie zauważyła drugiej osoby.
w tym momencie spojrzała mu w oczy. Przypominał pewną osobę, ale nie mogła sobie przypomnieć kogo.
J: Przepraszam. Może rzeczywiście nie uważałam. Jestem Jasmine, a Pan?
M:  Jestem... Mike. Po prostu Mike. Miło mi Cię poznać. Poszłabyś ze mną do baru?
J: Wiesz jutro mam pracę i muszę być wyspana.
M: A gdzie pracujesz?
J: Jestem lekarzem, a dokładniej ginekologiem.
M: Odważny zawód.
J: A Ty gdzie pracujesz?
Nie wiedział co ma odpowiedzieć. Nie chciał, aby tak szybko poznała prawdę o Nim. A może to kolejna namolna fanka? Już miał dosyć tej swojej sławy. Co chwilę jedna z jego fanek chciała się z nim przespać. Dałby wszystko, aby przeżyć choć jeden normalny dzień.
Po chwili namysłu odpowiedział:
M: Jestem nauczycielem.
J: O! A czego uczysz?
M: Em... Muzyki. Bardzo lubię śpiewać i uczyć tego maluchy.- "No... Przynajmniej to jest prawdą."
J: Robisz to, co lubisz.
M: A Ty nie?
J: Kocham śpiewać, ale nie mam głosu.
M: A zaśpiewasz mi coś? Chętnie posłucham i ocenię.
Zgodziła się. Jedyne, co zapamiętała to Billie Jean.
Billie Jean is not my lover.
He just a girl, who claims that I'm the one
But the child is not my son.
Był pod wielkim wrażeniem jej talentu wokalnego.
M: Świetnie! A znasz wykonawcę?
J: Niestety nie, ale chciałabym go poznać. Ktoś mi mówił,że przebywa tutaj. Mam nadzieję,że go spotkam.
Podczas tej rozmowy doszli do jej domu.
J: Tutaj mieszkam. Fajnie się rozmawiało. Do zobaczenia!
M: Pa!
Każde z nich rozeszło się w swoją stronę.
"Ciekawa postać. Czy jeszcze kiedyś go zobaczę?"
Wchodząc do salonu zauważyła nucącą Michelle.
J: Hej!
M: Wreszcie wróciłaś! Zobacz która jest godzina!
J: A Ty co? Moja matka? Poza tym rozmawiałam z  Mikiem.
M: Z kim?
J: Z nauczycielem muzyki!
M: Ehh... Myślałam, że poznałaś Jacksona. Podobno jest tutaj. Idziemy na jego koncert?
J: A masz bilety?
M: Mam! Kupiłam ostatnie dwa!- Mówiąc to zaczęła skakać z radości.- Wreszcie Go zobaczę!
J: To pójdę! A teraz idę spać, bo jutro mam ważny poród! Dobranoc!




środa, 13 sierpnia 2014

Hej!

Witam! :D Wpadłam na pomysł, aby napisać małe opowiadanko o swoim idolu. :D Pierwsza część powinna pojawić się dzisiaj :D