wtorek, 30 grudnia 2014

Behind The Mask 16

Witam po przerwie. Dzisiaj definitywnie kończę BTM. Zapraszam Was na mojego nowego bloga, gdzie
będę zamieszczała "Loving You" tu macie link
http://whoisit1.blogspot.com/?m=1
A teraz koniec gadania, zapraszam do czytania moich wypocin :D


****

Tego dnia wszystko miało toczyć się normalnym trybem. Jasmine wstając zauważyła mnóstwo paparazzi i dziennikarzy stojących przy drzwiach jej domu.
"Boże... Co On znowu odwalił?" Ostatnio wiele czytała o występkach Michaela. Miała już dosyć tego, że praktycznie codziennie ktoś ją wypytywał o  ostatnie doniesienia w prasie, jakoby Michael był chory. Widząc osobę z aparatem starała się wszelkimi sposobami uciec.
Tym razem nie miała jak, więc musiała przedrzeć się przez tłum dziennikarzy.
-Jak się Pani odniesie do wiadomości na temat śmierci Pani ukochanego? To prawda?
Stanęła jak wryta. Michael nie żyje? Jeszcze wczoraj wieczorem z Nim rozmawiała.  Zachowywał się nieswojo. Był taki jakiś cichy, przygaszony. Czyżby coś się stało?
- Zaraz zaraz... Jaka śmierć? Co się dzieje?!
Dziennikarz nie wiedział co powiedzieć. Przestępował z nogi na nogę grzebiąc przy mikrofonie. Po chwili jednak wykrztusił:
-To Pani nic nie wie? Michael Jackson nie żyje! Zmarł dzisiaj nad ranem.
"Nie... To nie może być prawda. Muszę do Niego zadzwonić."
-Przepraszam,ale śpieszę się do pracy! Dajcie mi przejść!
Po chwili uwolniła się i szła, prawie biegła do szpitala. Wszędzie widziała współczujące twarze ludzi. Wyjęła telefon i zaczęła dzwonić do Michaela. Nie odbierał, więc zaczęła płakać. W pewnej chwili przewróciła się prosto pod koła pędzącego auta.

****
-FRED! Ty debilu patrz jak chodzisz! Rozbiłeś mi moją ulubioną wazę!
-Nie moja wina! Gdybyś Ty jej tutaj nie postawił, to by się nie stłukła! Postawiłeś ją pod moimi nogami!
-Przepraszam,ale nie było innego miejsca...
-Co Ty dzisiaj nie w sosie? Od teraz jesteś wolny!
-Tęsknię za nią... Powinienem ją o tym poinformować...
Siedzieli w salonie. Michael tępo wpatrywał się w ekran telewizora. Fred tymczasem rozglądał się po nowym lokum swojego przyjaciela. Zawsze uważał, że Michael ma gust. cały dom był mały, ale utrzymany w dobrym stanie. Poszedł do sypialni, a Michael nadal siedział w salonie. Nagle zadzwonił telefon. Michael pędem zerwał się z kanapy. Dzwonił jego manager.
-Halo?
-...
-Ale jak to?! Co się stało?!
-...
-MIAŁEŚ JĄ CHRONIĆ! DBAĆ O NIĄ, KIEDY TO WSZYSTKO SIĘ STANIE! JESTEŚ ZWYKŁĄ, PODŁĄ ŚWINIĄ! TO TWOJA WINA!
-...
-ZWALNIAM CIĘ! Już nie jesteś moim pracownikiem!
-...
-Cześć!- z hukiem rzucił telefonem o stół.
Słysząc krzyki Mercury wrócił do pomieszczenia i zastał tam żałosny widok. Michael siedział skulony na sofie i płakał.
-Ona nie żyje! Miała wypadek! Nie żyje!!- wstał i zaczął walić dłońmi w meble. Chciał umrzeć i połączyć się z nią. Ból jego duszy rozrywał mu serce.
Fred tymczasem próbował powstrzymać Jacksona od niszczenia mebli, jednak Michael mimo złości i rozpaczy był zwinny, więc umykał Mercuremu. Jednak Fred w końcu Go złapał i zaczął Nim potrząsać jak lalką.
-Chłopie! Ogarnij się! Co się stało, to się nie odstanie! Widocznie tak musiało być!
Trzeba żyć dalej!
-Ja nie chcę żyć bez Niej!
- Jakoś sobie poradzisz! Kiepski jestem w pocieszaniu,ale jakoś to będzie.
Po chwili płacz ustał. Michael wstał i spojrzał na Freda. Mercury zauważył w oczach swojego przyjaciela ból, który pozostał na zawsze. Już nigdy nie był tym samym Królem Popu jak zwykle. Od tamtej pory jego oczy wyrażały smutek, nie był tym samym człowiekiem i taki pozostał do końca życia.

KONIEC! :D

piątek, 5 grudnia 2014

Loving You 1

Chcę dodać, że to opowiadanie będzie zawierało też HOTY! :D
Znowu był oceniany. Nikt go nie rozumiał. Wracał z trasy koncertowej. Mimo środka dnia był zmęczony i marzył tylko o ciepłym łóżku.
Zastanawiał się nad tym, jak ludzie wierzą w to, co mówią w telewizji, że "się wybielał", "miał kilkanaście operacji."
Zadawał sobie pytanie: "Dlaczego ja?"
Wspominał swoje dzieciństwo. Po tym co przeszedł, przyrzekł, że nigdy nie zafunduje czegoś takiego swoim dzieciom. Nie czuł żalu do swojego ojca, za to, przez co musiał przejść. Wiele osób uważało,że źle robi, wybaczając mu.
Z tych rozmyślań wyrwał go krzyk fanek. Nie zauważył, że te już waliły w szyby.
- Szefie? Co robimy?- zapytał jego szofer i przyjaciel Antonio. Michael w pracy wolał utrzymywać z nim zawodowe stosunki.
-Ech... Zatrzymaj się. Ile ich jest?-rzekł zrezygnowanym tonem.
"Nici ze spokojnego powrotu do domu, ale w sumie to powinienem się tego spodziewać..."-przemknęło mu przez myśl.
- Niech szef sam zobaczy.-powiedział lekko przerażony Antonio.
Michael wychylił głowę przez szyberdach. Cała ulica była zapełniona ludźmi.Wszyscy śpiewali "Heal The World." Poczuł ciepło w sercu. Uśmiechnął się i jak miał w swoim zwyczaju pokazał znak pokoju. Oszaleli na widok swojego idola. Próbowali za wszelką cenę dostać się do Niego, ale ochroniarze, którzy jechali tuż za nim, już stali wokoło auta.
 Nagle piosenka ucichła. Wszyscy oczekiwali na słowa Króla Pop-u.
-Ja też Was kocham!-mówiąc to wspiął się na dach samochodu.
-Wariat-prychnął szofer.-I jak tu dbać o jego bezpieczeństwo?
Tymczasem Michael ześlizgnął się po masce auta i doszedł do ochrony. Gdy jego fani to zauważyli hurtem rzucili się w jedną stronę. Byli nieco brutalnie odpychani, podczas gdy On rozdawał autografy.


****

Siedziała w ławce ze swoją przyjaciółką na lekcji historii. Od zawsze nienawidziła tego przedmiotu. Był zbyt nudny, a jej oceny niezbyt zadowalały ojca.
Mimo sławy swojego taty starała się być normalną nastolatką. Nie obnosiła się ze swoim nazwiskiem. Ludzie traktowali ją z szacunkiem, aczkolwiek zdarzały się osoby, które wytykały ją palcami, mówiąc brednie o jej życiu. Nie przejmowała się tym. Musiała to wszystko znieść. Wiedziała,że zawsze może liczyć na swojego tatę.
Dzisiaj była szczęśliwa, bo jej tata wracał z trasy. Zawsze kiedy wyjeżdżał, to pozostawała pod opieką Leny. Wiedziała,że Elena jest zakochana w Michaelu. Widziała, jak patrzy się na Niego. Nigdy jej nie lubiła. Uważała ją za niegodną, złą osobę, która tylko czyha na czyjeś pieniądze.
Dziś miała poznać nowego ucznia. Ktoś cicho zapukał do drzwi. Po chwili do sali wszedł pewien brunet. Był ubrany na czarno, na nogach miał glany. Podszedł do biurka nauczyciela i stanął obok niego.
-Proszę państwa! Oto nasz nowy uczeń! Będzie z Wami chodził do klasy. Przedstaw się.-nauczycielka zwróciła się do nowo przybyłego chłopaka.
-Jestem Max-rzekł nieśmiało.- Mam 16 lat. Nienawidzę, jak ktoś mówi do mnie per "Joe" lub "Jo."
Wszyscy zaczęli się śmiać. Max lekko się zawstydził,ale nie dawał po sobie tego poznać.
-No dobrze. Teraz zajmij wolne miejsce. Usiądź za panną Jackson.
Posłusznie udał się na miejsce wskazane na nauczyciela. Jednak przechodząc koło ławki Paris spojrzał na nią. Widziała w jego oczach pewien chłód i zimno. Tak jakby nigdy nikogo nie lubił...
 Po lekcji dziewczyna udała się na próbę zespołu. Od jakiegoś czasu miała własną grupę taneczną. Poświęciła jej całe swoje  serce i duszę. Wraz z Jane wymyślały nowy układ. Jane usilnie próbowała ją przekonać, aby zatańczyły do piosenki Michaela. Paris była jednak nieugięta i obstawała przy swoim. Będąc na sali puściła muzykę i zaczęła tańczyć.

****

Wciągnęła nosem powietrze. Wreszcie była wolna. Nie była już Amirą Decall, kiedy znalazła się na lotnisku w kalifornii była już Katheriną LaVu.
Uciekała przed przeszłością. Tam skąd pochodziła kobiety w jej wieku miały już mężów i kilka lub kilkanaścioro dzieci. Nie miała żadnych perspektyw na rozwijanie swojego hobby, jakim był modeling.  Tam ciągle musiała nosić burkę, która uniemożliwiła jej ruchy. W dodatku rodzina siłą próbowała wydać ją za mąż.
W ucieczce pomógł jej pewien algierczyk- Ali, którego poznała poprzez swoją siostrę.
Po wyjściu z lotniska udała się do apartamentu Alego w którym mogła spędzić tylko kilka tygodni.


Wieczór tego samego dnia.

Siedziała w wielkim salonie. W ręku trzymała lampkę wina. Ali siedział na kanapie.
-I co ja mam zrobić? Rodzice napewno mnie szukają!
-Tutaj nic Ci nie grozi! Masz nową tożsamość. Mam prawników, którzy Ci pomogą. Znajdę Ci pracę w firmie i zaczniesz normalne życie jako Kate. Znam paru ludzi,którzy pracują tu i ówdzie... Wszystko będzie dobrze.
-Mam taką nadzieję. Dziękuję Ci za to, że mi pomogłeś. Jutro zacznę szukać lokum i pracy w internecie.  Może coś znajdę, a teraz idę spać!-mówiąc to wstała i udała się do swojej sypialni.

środa, 3 grudnia 2014

Wracam! :D

Witajcie po przerwie! :D
Zaczęłam pisać nowe opowiadanie, co nie znaczy, że Behind The Mask tak zostawię. Dokończę, ale narazie nie mam weny, na to opowiadanko.
Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić bohaterów nowego opowiadania pt: "Loving You."

1 Michael Jackson- Tego Pana już znacie :D W moim opowiadaniu ma 40 lat.
2. Katherine LaVu- młodziutka 23 letnia modelka, które uciekła z Afganistanu, przed rodziną.
Paris Jackson- ma 16 lat, mieszka razem z ojcem. Pewnego dnia poznaje przystojnego ucznia...
 
 Elena "Lena" Star- pokojówka Michaela, która jest ślepo zakochana w swoim szefie.

Antonio "Anti"- szofer i przyjaciel Michaela. 

Max Joe- nowy uczeń w klasie Paris. Jest tajemniczy...

Jane Kox- Przyjaciółka Paris, jest fanką Michaela, lekko zazdrosna. 

Niedługo next powinien  się pojawić. :D 

poniedziałek, 3 listopada 2014

Kochani!

Ja wiem,że mnie zabijecie,ale muszę Was poinformować,że nie wiem,czy w tym miesiącu cokolwiek napiszę. Brak czasu i nauka... Wena jest. Na pewno wrócę,ale nie wiem kiedy. To do napisania! :)

czwartek, 23 października 2014

Behind the mask 15


 Tą część chcę dedykować osobie, która nie żyje, ale na zawsze jest w moim i w Waszych sercach. Jego muzyka pozostanie z nami na wieki. To dla samego Michaela Jacksona! :)
Dziękuję za to,że nauczyłeś jak kochać świat, mimo tego jak bardzo Nas rani. Dziękuję za to, że nauczyłeś jak kochać ludzi, mimo ich zachowań.
Dziękuję za to, że pomogłeś mi wyplątać się z sideł czarnych myśli.
 Twoja muzyka pomogła mi  przetrwać najgorszy okres w życiu.
 Za to dziękuję.
 To my Cię zniszczyliśmy.
Przepraszam.
Przepraszam za nas wszystkich.

Don't love to much,
Don't hope too much,
Don't trust too much,
Because 
That too much can hurt You so much!!

****
Następnego dnia.
-...
-CO??! Miałeś to zrobić wczoraj! Mamy mało czasu! Jak przyjadę, to wszystko ma być gotowe!
-...
-Ok... Jestem spokojny...
-...
-Tak pamiętam o tym,ale nie mam zamiaru jej o tym informować...
-...
-Tak, wiem! Mam nadzieję, że ułoży sobie życie z kimś innym.
-...
- Narazie! Pamiętaj!
Był zły. Nic nie szło po jego myśli. Do pokoju weszła Jasmine, która wracała z zakupów. Od razu zauważyła,że coś nie gra, więc usiadła przy Michaelu.
- Co się dzieje?
-Nic...
-Przecież widzę. Mnie nie oszukasz!
-Nic... Po prostu...
-Po prostu co?
- Ech... Chodźmy się pakować.-mówiąc to wstał i zaczął układać swoje rzeczy w walizce.
Po kilkunastu minutach oboje spakowani czekali na taksówkę.
-Powiesz mi wreszcie co się dzieje?!- nie
wytrzymała. Wracając ze sklepu usłyszała urywek rozmowy, a raczej kłótni. Nie była w stanie zrozumieć o co chodzi. Co ma być gotowe? Na kogo on krzyczał?
Myślami Michaela.
" Muszę kłamać! Jak powiem prawdę, to się załamie. Ja to wszystko wytrzymam, ale Ona? Za kilka miesięcy będę wolny i Ona też. Przez ten czas muszę się psychicznie przygotować na to, co ma nastąpić."
-Jeśli już musisz wiedzieć to... Tęsknię za domem...
- A ta sprzeczka?
- To moja normalna rozmowa z Johnem. Ostatnio dosyć często się kłócimy.-rzekł i uśmiechnął się lekko.


****

W aucie nie rozmawiali zbyt dużo. Każde z nich było pogrążone w swoich myślach.
"Co ja mam zrobić z Pamelą? Może Fred pomoże?
Już za kilka godzin będę w domu, odpocznę..."
"Hmm... Wydaje mi się, że nie powiedział mi całej prawdy. O ile w ogóle mi ją powiedział."

Wjeżdżając na lotnisko zauważyli kilkaset fanek. Michael na wszelkie sposoby chciał je ominąć, te jednak okrążyły taksówkę ze wszystkich stron. Chcąc nie chcąc musiał wyjść.

"I znowu rozdawanie autografów ludziom, którzy myślą, że skoro jestem gwiazdą, to mam SUPER życie... No cóż... Znowu muszę przylepić uśmiech i wyjść."
Jak pomyślał, tak zrobił. Po kilku autografach miał już dosyć. Zadzwonił więc po pomoc. Po minucie pojawili się ochroniarze z lotniska i pomogli mu dostać się bezpiecznie do samochodu.
-I co? Mnie też coś takiego czeka?- ze śmiechem rzekła Jasmine.
-Jak będziesz sławna jak ja to tak. Tu nie ma nic śmiesznego. W takich momentach człowiek boi się o własne życie. Wiele razy miałem złamaną nogę, czy rękę przez fanów...
-Jak to?
- Podczas koncertów niektórzy z widowni wchodzą nieproszeni na scenę i wtedy rzucają się na Ciebie,a Ty upadasz i łamiesz sobie kości.
Kiedy wreszcie dotarli do swoich domów był już późny wieczór. Mimo tego Mike chciał jeszcze załatwić jedną sprawę.
Zadzwonił do Freda.
-Siema stary!
-Cześć Fred! Mam do Ciebie sprawę...
-Wal.
- Chcę,żebyś pomógł mi rozmówić się z Pamelą.
- Ok... A jak Jasmine?
-Właśnie wróciła do siebie do domu. Ech jeszcze 2-3 miesiące i będzie wolna. Ja też.
- O czym Ty...
-Pamiętasz, jak mówiłem Ci na początku naszej przyjaźni o tym, jak męczą mnie ludzie?
-Tak. Niektórzy nawet stali pod Twoim domem, dopóki się nie przeniosłeś...
- Właśnie. Postanowiłem to zakończyć.
-Ale jak?
-Mam plan. Chcę abyś mi pomógł w jego realizacji.
-Dobra. To co mam zrobić?
-Chodzi o to, abyś pomógł to wszystko przetrwać Jasmine.
-Nie wie o tym?
-Nie i ma nie wiedzieć!
-Ok.
-To co? Widzimy się jutro?
-Tak. Narazie!
-Cześć.

sobota, 11 października 2014

Why You Wanna Trip On Me?

Céline? Where are You? :D It's for You! :D

Powiem szczerze- pisząc tą historię wylałam niemało łez. :)

****




"Dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotyka? Oskarżenia,wyzwiska... Zawsze ja jestem tym złym! W czym problem? W tym,że ludzie nie znają mnie,a oceniają.Widzą tylko to,co chcą widzieć.

Tak trudno jest kochać wszystkich. Ludzie chcą na mnie zarobić. Zabijają mnie powoli. Zabijają moją duszę, ranią moje serce.
Jestem oskarżony o coś,czego nigdy NIGDY nie zrobiłem i nie zrobię! Ale kto mi uwierzy? Wszyscy odwrócili się ode mnie w tym momencie,kiedy ich najbardziej potrzebowałem. 
Za co ludzie mnie tak nienawidzą? Co ja im zrobiłem?"

 Przerwał pisanie pamiętnika, ponieważ usłyszał głos swojego ochroniarza.
-Mike już czas!
"Już czas na kolejną męczarnię w sądzie! Za co? Za nic! Jestem niewinny!"
Ubierając się w pośpiechu zapomniał o pamiętniku i zostawił go otwartego na biurku w sypialni.
W drodze do sądu rozmyślał nad tym,kto mógł mu coś takiego zrobić. Myślał też o Niej.
"Kolejny rozwód? Pewnie już złożyła papiery rozwodowe... Tak ją kocham! To pokazało,jakim Ona darzy mnie uczuciem! Nie... Nie mogę być teraz zdenerwowany! Nie mogę rozkleić się w tym momencie!" Jednak łzy same cisnęły się do jego oczu.  Po kilku minutach dotarł na miejsce.

****

Siedziała w kuchni. W oddali grał telewizor. Nasłuchiwała rozpoczęcia rozprawy jej męża.
"Jak on mógł? Te biedne dzieci! A ja mu uwierzyłam!"
Dzisiaj miała zabrać z Neverlandu swoje rzeczy i na zawsze opuścić to miejsce. Postanowiła na dobre odejść od Michaela.  Nie mogła być z nim,po tym,co zrobił.  Nadal go kochała,ale miała już tego wszystkiego dosyć.
Będąc na miejscu zaczęła zbierać swoje rzeczy. Wchodząc do sypialni zauważyła otwarty pamiętnik. Wzięła go i zaczęła czytać. Z każdą czytaną linijką czuła zmianę w swoim sercu.
"Każdy się od Niego odsunął... Nie powinnam była go zostawiać! Teraz wiem,że jest niewinny! Muszę mu wszystko wytłumaczyć."

****

"Kolejne przełożenie rozprawy! Ile to będzie jeszcze trwać? Proszę powiedzcie,że to sen,z którego zaraz się obudzę!"
Wychodząc z sądu zauważył małego chłopczyka siedzącego na ławce. Miał około 6-7 lat. Był sam. Płakał,ale ludzie przechodzący obok niego traktowali go jak powietrze. Nie zauważali Go.

Michael mimo protestów ochrony dosiadł się do chłopca. oderwał jego rączki od twarzyczki i zauważył strużki łez.
-Hej. Jak masz na imię?
-Ali. A Pan?
-Michael,ale mów mi Mike dobrze?
-Ok.
-Opowiesz mi czemu płaczesz? Gdzie są Twoi rodzice?
-Ja już nie mam rodziców... Nie ma ich... Wszyscy mówią,że to moja wina! Ja tego nie chciałem! Nic nie zrobiłem!- z każdym wypowiadanym słowem Ali płakał coraz głośniej. Michael nie mogąc patrzeć na cierpienie malca przytulił go i zaczął uciszać.
-Cii... Wszystko będzie dobrze! Nie płacz już!
Po chwili chłopiec się nieco uspokoił.
-Uciekłem z domu dziecka. Szukam nowego taty i mamy! Chcę,żebyś to Ty był moim nowym tatą!
-Jaa?
-Tak! Ty!-malec spojrzał w oczy swojego rozmówcy.
Jackson widział w oczach Alego bezgraniczne zaufanie. Wiedział,że nie może zostawić chłopca samego.
-Zabierz mnie do siebie!
-Narazie musisz jechać do swojego domu. Nie mogę zabrać Ciebie tak od razu, a uwierz chciałbym. To nie jest takie proste jak myślisz.
-Proste! Wystarczy,że wsiądziemy do auta i już!-rzekł poważnym tonem Ali.
Michael zaczął się śmiać.
-To nie jest śmieszne! To jest łatwe!
-Zostaniesz kilka dni u siebie,a później Cię zabiorę.
-Obiecujesz?
-Obiecuję! A teraz chodź!

****

Diana od kilkunastu minut nie mogła usiedzieć na miejscu. Ciągle zastanawiała się co powie. Udała się do salonu i tam postanowiła zaczekać.
Po 30 minutach usłyszała kroki w korytarzu. Miała nadzieję,że ją zauważy. Jej mąż udał się jednak do kuchni, gdzie miał nadzieję w spokoju zjeść obiad.
Kiedy wszedł do pomieszczenia zauważył, że jego kucharka  uśmiecha się tajemniczo.
-Co się stało, że się śmiejesz?
-Ktoś czeka na Pana. Jest chyba w salonie.
Lekko poddenerwowany udał się w stronę tego pomieszczenia. Gdy zobaczył czarne,długie włosy, jego serce zaczęło szybciej bić. Podszedł do niej i z niedowierzaniem spojrzał na nią.
- Musimy porozmawiać.-mówiąc to wstała.
-Mamy o czym? Zostawiłaś mnie!
-Pozwól mi to wszystko wytłumaczyć!
-Wytłumaczyć? Co? To,że...- nie zdążył dokończyć,ponieważ Diana wpiła się w jego usta. Nie chciał tego przerywać,więc tylko się do niej przybliżył.
-Przepraszam za wszystko. Przepraszam! Wybaczysz mi?- powiedziała po chwili. Nie musiał odpowiadać. Widziała w jego oczach,że jej przebaczył.

piątek, 3 października 2014

Behind the mask 14

Kwasek? It's just for you! :D


Następnego dnia rano.

Michael Jackson ma dziewczynę!
Jak donoszą nasze źródła, osoba,z którą występował na wczorajszym koncercie JEST JEGO DZIEWCZYNĄ! Co na to jego fanki?

Odłożył gazetę na blat stołu. Zastanawiał się co powinien w tej sytuacji zrobić. Wiedział, że ucieczka będzie nieunikniona. Miał dosyć ciekawskich spojrzeń ludzi. Oni nie wiedzieli co to oznacza nie mieć życia. Wszyscy mieli normalne rodziny. Nie wiedzieli, jak to jest być oskarżonym o coś, czego się nie zrobiło.
Chciał skończyć z tym wszystkim. Ale jak? Zostawić nagle fanów
i uciec? Musiał z kimś tą sprawę przedyskutować. Zadzwonił więc do Freda.
-Hej. Masz czas? Musimy porozmawiać.
-...
-Pamiętasz jak dawno mówiłem Ci o moich planach dotyczących mojej kariery?
-...
-Pora je zmienić.
-...
-Nie, nie! Chcę uciec!
-...
-Nie myślę o realnej śmierci! Chcę...
-...
-TAK WIEM! Chcę tylko...
-...
-Hmmm... Tylko jak ja mam to powiedzieć Jasmine?
-...
-Ok. Narazie!
Rozmowa z nim jednak nie przyniosła takiego rezultatu, jakiego oczekiwał.
Postanowił wyjść na dwór. Pogoda mimo letniej pory roku była wietrzna.
Chciał być sam. Przemyśleć to wszystko. Nagle usłyszał dźwięk migawki. Odwrócił się w tym kierunku i zobaczył ukrytego w krzakach fotoreportera.
-I po co Ci to? Na kolejny artykuł? Widzę Cię, więc nie musisz się ukrywać!
Cisza. Podszedł do mężczyzny i wyciągnął z jego dłoni aparat. Reporter jednocześnie wyszedł z ukrycia.
- Po co Ci te zdjęcia?!-gdyby mógł,to roztrzaskałby ten aparat na male części.- I co Wy będziecie z tego mieli?!
-Kolejny numer z wiadomościami.-odrzekł spokojnie mężczyzna.
-Wiadomościami?! Chodząc za mną i robiąc zdjęcia niszczysz mi życie! Staram się żyć normalnie! Oddzielić karierę od spraw prywatnych, ale przez ludzi takich jak Ty jest to niemożliwe!
-Muszę z czegoś żyć! Mam rodzinę...-w połowie zdania przerwał, ponieważ Michael był już tak zły,że stwierdził,że lepiej go nie drażnić.
-Wyobraź sobie,że JA TEŻ chcę mieć rodzinę!
Raz po raz usuwał zdjęcia. Kiedy skończył szybkim ruchem oddał aparat i bez słowa udał się w stronę parku.

"Odczepcie się ode mnie! Kiedy mi dacie spokój? Mam dosyć! DOSYĆ!"

 *****

Wchodząc do pokoju zauważył płaczącą Jasmine.
-Co się stało? Czemu płaczesz?-przysiadł się do niej i objął ramieniem.
Nie chciała mu nic powiedzieć, więc postanowił,że nie będzie naciskał.
Po kilku minutach łkania odezwała się.
-Dostałam... To...-mówiąc to podała Michaelowi kartkę. Spojrzał na nią i zaniemówił. Przez kilka minut czytał to,co było tam napisane.

       "Pamiętaj! On zawsze był i będzie MÓJ! Jeżeli go nie zostawisz, to możesz pożegnać się ze swoim życiem!"
Wziął kartkę i schował ją do kieszeni.
-Nie martw się. Wiem kto to napisał. Już ja to załatwię.-mimo swojego spokojnego tonu głosu w środku krzyczał. Dzisiaj nikt go nie oszczędzał. Z wytęsknieniem oczekiwał dnia, w którym to wszystko się skończy, kiedy w końcu będzie mógł zasnąć spokojnie.
Wykonał telefon do Johna. Nie chciał,aby jego ukochana usłyszała rozmowę, więc wyszedł na korytarz.
-Możemy się spotkać tutaj w  hotelu "Classic"?
-...
-Ok. Będę czekał w barze.

*****

-I co masz zamiar zrobić?-oboje usiedli jak najdalej,aby nikt nie podsłuchał ich rozmowy. Bar był dosyć obszerny i o tej porze prawie pusty. W lokalu znajdowali się tylko oni i barmanka, więc mogli na spokojnie porozmawiać.
- Myślałem nad tym,aby "umrzeć."
-Nie żartuj!- John był zaskoczony. Wiedział, że jego pracodawca był trochę dziwny,ale żeby tak od razu targać się na swoje życie?
-Nie rozumiesz mnie. chcę udać swoją śmierć. Mam dosyć ludzi, oskarżeń...
John odetchnął z ulgą.
-A co z Jasmine?
-Nie chcę jej narazie o tym informować,tym bardziej to tym,co otrzymała dzisiaj rano. Popatrz.-podał mu "list."- Ja wiem kto to napisał i chcę,abyś pomógł mi załatwić tą sprawę.
-Ok. To kto to mógł zrobić?Jakaś fanka?
-Nie... Znasz  Pamelę? Tą o której Ci kiedyś mówiłem.
-A tak! To ona!?
-Tak! Pomożesz mi?
-Dobrze. Jutro pomyślę nad rozwiązaniem tej sprawy.