-Czemu to zrobiłeś?
Byli już przy domu Johna. Nagle drzwi się otworzyły i otoczyła ich gromadka dzieci. Było ich pięcioro: dwunastoletni Kyle, dziesięcioletnia Marta, ośmioletni John, sześcioletnia Janice i czteroletni Paul.
-Wujek Michael!- krzyknęła cała piątka i natychmiast przytuliła się do Jacksona.
-Hej! Jak Wam minął dzień?- Traktował je jak własne. Od miesiąca poświęcał im każdą wolną chwilę.
- Tato? Gdzie byłeś?- zapytał Kyle.
-Co robiłeś?- zapytała Marta.
-Byłem w pracy. Ktoś musi zarabiać na wasze zachcianki. A teraz marsz do domu!
Dzieci posłusznie weszły do środka. Manager i Jackson zostali na zewnątrz. Michael od razu przystąpił do ataku.
-Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego zdradzałeś swoją żonę?
-Miałem dość jej zachowania! Dla niej liczyły się dzieci!
John kochał Martę,ale kiedy urodziła mu piątkę dzieci, poczuł się osamotniony.
- Byłeś zazdrosny o dzieci? One są tak samo jej jak i Twoje! Kochała Cię! To przez Ciebie się zabiła! To Twoja wina!
-Tak! Byłem o nie zazdrosny!
-Cierpiała, podczas gdy Ty zabawiałeś się z inną!
-Przestań!-schował twarz w dłoniach i zaczął cicho łkać.- Nie obwiniaj mnie! Nie jestem temu winny!
-Zawsze uważałem Cię za najlepszego! Akceptowałem to, że przyprowadzasz damy do towarzystwa, ale gdybym wcześniej wiedział o tym, że masz żonę to nigdy bym Ci na to nie pozwolił!
-Nie masz prawa mi rozkazywać!
-Nie,ale mam prawo zwolnić Cię z posady!
JW tym momencie John posmutniał.
-Nie zrobisz tego...
-Owszem zrobię!- Michael wiedział, że jeszcze chwila i jego manager zrozumie swój błąd.
John zaczął krążyć wokół ogrodu. Rozmyślał. Zrozumiał, że to, co mówił Michael to prawda. To on przyczynił się do śmierci Marty. To jego wina.
Wymamrotał cicho:
-Przepraszam...
Michael lekko się uśmiechnął.
-Mnie nie przepraszaj. To dzieciaki musisz przeprosić. Musisz o wszystkim im powiedzieć.
-Znienawidzą mnie przez to!- Manager stanął w miejscu.-Jak ja im to wytłumaczę? Przeze mnie umarła wasza matka. NIE! NIE! co ja mam im powiedzieć?- poczuł dłoń przyjaciela na swoim ramieniu.
-Prawdę. Szczerą prawdę. Z biegiem czasu pogodzą się z tym.
-Muszę im to powiedzieć!
Nagle usłyszeli czyjś głos. To Janice wołała ojca do domu.
-Już idę!-odkrzyknął i zwrócił się do Michaela.- Dzisiaj im to powiem! Widzimy się jutro na próbie?-zapytał z nadzieją.
-Dam Ci dwa tygodnie urlopu. Odpoczniesz i wyluzujesz się. Wyjedź z dzieciakami do Neverlandu. Jutro dam Wam klucze.
- Dziękuję! Idę już idę!- John odpowiedział na nawoływania córki.
*****
W tym samym czasie Jasmine rozmyślała. Nagle usłyszała ciche pukanie. Po chwili do pokoju weszła Michelle.
Zrozum,że ja musiałam!-powiedziała przysiadając się do Jasminy.
- Nic nie musiałaś! Mogłaś normalnie zarabiać!
-A gdzie ja miałam iść do pracy?
-Był u mnie w szpitalu wolny etat w recepcji,ale NIE! Ty zawsze musiałaś znaleźć robotę w domu! I to jaką! Od kiedy to się dzieje?
-Od czterech miesięcy.
- Dlaczego ja nic o tym nie wiem?
-Bo wiem, jakbyś na to zareagowała!
Przerwały kłótnię, ponieważ usłyszały głośne pukanie do drzwi.
****
-I co? Rozmawiałeś z nim?
Siedzieli u niej w pokoju. Było już grubo po północy, więc Mike postanowił przenocować u Jasminy na kanapie.
-Tak. Miał porozmawiać z dzieciakami.-powiedział wertując jej zeszyt z tekstami.- O! Ta jest dobra!
Przysiadła się do niego i wyrwała mu zeszyt z ręki śmiejąc się.
- Ta piosenka jest dla mnie szczególnie ważna. Napisałam ją po rozstaniu z chłopakiem. Nosi tytuł "Pain".
-Kiedy mi ją zaśpiewasz?
- Jutro!
-Obiecujesz?- zapytał. Miał nadzieję, że uda mu się ją nakłonić do nagrania z nim tej piosenki.
-Tak! Obiecuję! A teraz chodźmy spać! Jest już prawie 1.00 a jutro praca i próby. Miłego spania na kanapie!- wstała i uśmiechnęła się zawadiacko.- Dobranoc!
Udała się w stronę łóżka.
-Dobranoc!- Wyszedł i poszedł do salonu. Ciągle miał w pamięci jej piękny uśmiech.
Byli już przy domu Johna. Nagle drzwi się otworzyły i otoczyła ich gromadka dzieci. Było ich pięcioro: dwunastoletni Kyle, dziesięcioletnia Marta, ośmioletni John, sześcioletnia Janice i czteroletni Paul.
-Wujek Michael!- krzyknęła cała piątka i natychmiast przytuliła się do Jacksona.
-Hej! Jak Wam minął dzień?- Traktował je jak własne. Od miesiąca poświęcał im każdą wolną chwilę.
- Tato? Gdzie byłeś?- zapytał Kyle.
-Co robiłeś?- zapytała Marta.
-Byłem w pracy. Ktoś musi zarabiać na wasze zachcianki. A teraz marsz do domu!
Dzieci posłusznie weszły do środka. Manager i Jackson zostali na zewnątrz. Michael od razu przystąpił do ataku.
-Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego zdradzałeś swoją żonę?
-Miałem dość jej zachowania! Dla niej liczyły się dzieci!
John kochał Martę,ale kiedy urodziła mu piątkę dzieci, poczuł się osamotniony.
- Byłeś zazdrosny o dzieci? One są tak samo jej jak i Twoje! Kochała Cię! To przez Ciebie się zabiła! To Twoja wina!
-Tak! Byłem o nie zazdrosny!
-Cierpiała, podczas gdy Ty zabawiałeś się z inną!
-Przestań!-schował twarz w dłoniach i zaczął cicho łkać.- Nie obwiniaj mnie! Nie jestem temu winny!
-Zawsze uważałem Cię za najlepszego! Akceptowałem to, że przyprowadzasz damy do towarzystwa, ale gdybym wcześniej wiedział o tym, że masz żonę to nigdy bym Ci na to nie pozwolił!
-Nie masz prawa mi rozkazywać!
-Nie,ale mam prawo zwolnić Cię z posady!
JW tym momencie John posmutniał.
-Nie zrobisz tego...
-Owszem zrobię!- Michael wiedział, że jeszcze chwila i jego manager zrozumie swój błąd.
John zaczął krążyć wokół ogrodu. Rozmyślał. Zrozumiał, że to, co mówił Michael to prawda. To on przyczynił się do śmierci Marty. To jego wina.
Wymamrotał cicho:
-Przepraszam...
Michael lekko się uśmiechnął.
-Mnie nie przepraszaj. To dzieciaki musisz przeprosić. Musisz o wszystkim im powiedzieć.
-Znienawidzą mnie przez to!- Manager stanął w miejscu.-Jak ja im to wytłumaczę? Przeze mnie umarła wasza matka. NIE! NIE! co ja mam im powiedzieć?- poczuł dłoń przyjaciela na swoim ramieniu.
-Prawdę. Szczerą prawdę. Z biegiem czasu pogodzą się z tym.
-Muszę im to powiedzieć!
Nagle usłyszeli czyjś głos. To Janice wołała ojca do domu.
-Już idę!-odkrzyknął i zwrócił się do Michaela.- Dzisiaj im to powiem! Widzimy się jutro na próbie?-zapytał z nadzieją.
-Dam Ci dwa tygodnie urlopu. Odpoczniesz i wyluzujesz się. Wyjedź z dzieciakami do Neverlandu. Jutro dam Wam klucze.
- Dziękuję! Idę już idę!- John odpowiedział na nawoływania córki.
*****
W tym samym czasie Jasmine rozmyślała. Nagle usłyszała ciche pukanie. Po chwili do pokoju weszła Michelle.
Zrozum,że ja musiałam!-powiedziała przysiadając się do Jasminy.
- Nic nie musiałaś! Mogłaś normalnie zarabiać!
-A gdzie ja miałam iść do pracy?
-Był u mnie w szpitalu wolny etat w recepcji,ale NIE! Ty zawsze musiałaś znaleźć robotę w domu! I to jaką! Od kiedy to się dzieje?
-Od czterech miesięcy.
- Dlaczego ja nic o tym nie wiem?
-Bo wiem, jakbyś na to zareagowała!
Przerwały kłótnię, ponieważ usłyszały głośne pukanie do drzwi.
****
-I co? Rozmawiałeś z nim?
Siedzieli u niej w pokoju. Było już grubo po północy, więc Mike postanowił przenocować u Jasminy na kanapie.
-Tak. Miał porozmawiać z dzieciakami.-powiedział wertując jej zeszyt z tekstami.- O! Ta jest dobra!
Przysiadła się do niego i wyrwała mu zeszyt z ręki śmiejąc się.
- Ta piosenka jest dla mnie szczególnie ważna. Napisałam ją po rozstaniu z chłopakiem. Nosi tytuł "Pain".
-Kiedy mi ją zaśpiewasz?
- Jutro!
-Obiecujesz?- zapytał. Miał nadzieję, że uda mu się ją nakłonić do nagrania z nim tej piosenki.
-Tak! Obiecuję! A teraz chodźmy spać! Jest już prawie 1.00 a jutro praca i próby. Miłego spania na kanapie!- wstała i uśmiechnęła się zawadiacko.- Dobranoc!
Udała się w stronę łóżka.
-Dobranoc!- Wyszedł i poszedł do salonu. Ciągle miał w pamięci jej piękny uśmiech.
Jak zawsze część świetna :D Jasmine i MJ coraz bliżej :D Next!
OdpowiedzUsuń~ Celine
Po co tutaj komentować. Ty i tak wiesz , że ta część jest genialna. Ja chce nexta !
OdpowiedzUsuń~ Aga :*
genialna część, nasza parka zbliżają się do siebie coraz bardziej, czekam na next
OdpowiedzUsuń~M-I-S-S